niedziela, 26 lipca 2015

Piekło prawdziwe cz.7

Wam to dobrze. Wy sobie czytacie, brzuchem do góry leżycie- jednym słowem lenistwo aż od was promieniuje subtelnym blaskiem z leciutką nutką mięty. A ja ganiam po schodach w górę i w dół, tu przyszpachlować, tu podkleić bo tapeta jednak trzymać się nie chce, rurkę od wanny podłączyć do kuchenki, okno wycyklinować, parkiet otynkować. Wykształcenie to się jednak przydaje. Co ja bym zrobiła bez dyplomu murarza-tapeciarza zdobytego korespondencyjnie?

 Utwór można pobrać bezpośrednio również stąd: Piekło prawdziwe


Piekło prawdziwe 
część siódma


-A co jest?
-Są wszystkie dzieła zebrane towarzysza Stalina.- tutaj bibliotekara wyciągnęła z szuflady nową kanapkę, dając tym samym do zrozumienia, że rozmowa skończona. Józek chwilę błądził pomiędzy szafkami nim wybrał na chybił trafił trzeci tom dzieł zebranych zatytułowany: „o pracy kolektywnej narodu” i postawił parafkę na karcie książki. Wychodząc z biblioteki zauważył, że bibliotekara ukradkiem podczytuje komiks o Spidermanie, który trzyma otwarty na podołku. Spoglądała na niego chytrze.
-A jednak macie komiks.- oburzył się, nieświadomie tytułując diablicę per "wy". To chyba wpływ opasłego tomiska, który trzymał pod pachą.
-Egzemplarz jest jeszcze nie wciągnięty do rejestru biblioteki.- warknęła diablica.- Jak wciągnę to pożyczę.
Józek nie wątpił, że wciąganie będzie trwało bardzo długo. Może nawet całą wieczność.
Wrócił do hostelu. Zauważył, że Smolisty ogląda właśnie nędzny western w którym trup słał się gęsto ale przełączył natychmiast, gdy tylko zobaczył w progu drzwi Józka. Spikerka nadawała znudzonym tonem ceny skupu buraka pastewnego. Józek jednym skokiem znalazł się przy telewizorze ale na pierwszym programie leciała teraz reklama środka na chwasty, między jednym blokiem wiadomości agrarnych, a drugim kanale zdawano właśnie relację w inspekcji ministra rolnictwa we wzorcowej chlewni. Podpis pod filmem głosił: „minister rolnictwa (drugi od lewej) w otoczeniu świń”. Innych kanałów nie było.
-I co? Spotkaliście Andzię?- zapytał Smolisty.
-Nie. Tylko starą, wypacykowaną raszplę.
-No to Andzia.- Smolisty rozpromienił się. –Miła babeczka, no nie? To kuzynka mojej babci ze strony dziadka od trzeciej ciotki matki mojego brata. I pogada, i uśmiechnie się zawsze serdecznie do czytelnika, ciasteczkiem domowego wypieku poczęstuje. Wszyscy ja wprost ubóstwiają. Baaardzo pomocna i bardzo serdeczna.
-A faktycznie. Obiecała mie komiks o Spidermanie jak tyko wciągnie go do rejestru.- zauważył sarkastycznie Józek.
-O, to już nowy przyszedł?- ucieszył się Smolisty.- No patrz pan, poprzedniego Spidermana jeszcze nie doczytałem a oni już maja nową cześć. Chyba zajrzę dzisiaj po pracy.
Józka, w przeciwieństwie do recepcjonisty, przestało już cokolwiek dziwić.
Na kolacje dostał grysik na mleku, który zjadł na stojąco, podtrzymując talerz od spodu jedną dłonią a w drugiej dzierżąc łyżkę z ułamanym trzonkiem. Smolisty twierdził, że żadnej innej nie znalazł. Wprawdzie przy odrobinie dobrej woli ze strony diabła mógłby postawić talerz na blacie recepcji ale czort, widząc do czego zmierza Józek, szybko rozwalił się tam ze swoimi papierzyskami, niby to z pracy. Zarzucił dokumentami każdy wolny skrawek biurka. Nie przeglądał swoich dokumentów ani nie porządkował druczków tylko ukradkiem rozwiązywał krzyżówki panoramiczne. Czynił to jednak tak niezręcznie, że Czereśny od razu przejrzał jego grę.
-Posunęlibyście się trochę.- poprosił go.- Niewygodnie tak jeść.
-Mowy nie ma- zaperzył się recepcjonista.- Jeszcze mi ważne dokumenty mlekiem pochlapiecie i co ja będę mówił przed szefostwem?- Postukał znacząco w stertę dokumentów. Na pierwszym z nich widniał odrysowany odręcznie, bardzo niechlujnie, diagram zatytułowany „zmiana ceny skupu fasolki szparagowej w latach 1967-1974”.
Józek skrzywił się tylko i siorbnął swojego grysiku. Mdły był jakiś i nie do końca ugotowany.
-Wcale niesłodkie.
-No bo do kolacji bloczkowej nie dodają cukru. Żeby wam się próchnica przez noc na zęby nie rzuciła.- wyjaśnił prędko Smolisty, ale poczerwieniał tak trochę dziwnie na gębie i wzrok mu się zrobił chytry, oj, bardzo chytry. Józek zauważył, że słodzi swoją wieczorną kawę dwiema tutkami cukru.
„Menda”- żuł tylko w myślach przekleństwo.”Pewnie żre mój cukier.”
 Wieczór zapadał bardzo szybko a Smolisty wcale nie szykował się do opuszczenia hotelu. Pił właśnie trzecią kawę.
-Nie idziecie do domu? – zagadnął Józek- Nocną zmianę macie?
-No.- odparł czart, jednym okiem zapatrzony w telewizor a drugim w 1000 panoramicznych. W czarno białym ekranie majaczył niewyraźnie kryminał o nudnym, złym scenariuszu. Zabójcą istotnie był wujek, gdyż pokazali to już w pierwszej scenie.- Wziąłem dodatkową fuchę za kolegę. Na daczę zbieram. Mówiłem wam już? Cisza, spokój.
-No.- mruknął półgębkiem Józek i powlókł się na górę, nie wysilając się nawet by życzyć biesowi dobrej nocy. Zresztą, Smolisty nawet tego nie zauważył, zajęty bym bowiem jednocześnie i krzyżówkami, i kryminałem, i odpalaniem papierosa z paczki, którą zwędził sprytnie z Józkowej kieszeni.
W pokoju numer trzynaście trzech lokatorów leżało na swoich pryczach i żarli słone paluszki. Józek zauważył, że z chwilą gdy wszedł do pomieszczenia ostatni z paluszków znikł w potężnych ustach grubasa.
-Zostawilibyście chociaż trochę dla mnie panowie.- poskarżył się.
-Nie wiedzieliśmy, że pan wróci.- odparł bezczelnie chudy nerwus z dolnej pryczy.- Myśleliśmy, że dostał już pan przydział na mieszkanie.- oczywiście łgał w żywe oczy. Józek wdrapał się na dolną pryczę i zamknął powieki. Nawet nie próbował dostać się do łazienki, żeby chociaż umyć zęby. Ciągle była zajęta przez kogoś innego. Mniej więcej po godzinie względnego spokoju, w trakcie której grubas i chudy opowiadali sobie konfidencjonalnym szeptem kawały o „Rusku, Niemcu, Polaku i diable”, chichrając się przy tym bezustannie, z lewej strony korytarza dobiegł huk zamykanych z wściekłością drzwi. Zaraz potem, z pokoju po lewej stronie rozległy się podniesione głosy drącej mordy pary. Na wigorze im nie zbywało. Ona wyzywała mężczyznę od parszywych świń, zjełczałych kastratów i cuchnących sufrażystów a on nie był jej dłużny nazywając ją wprost i bez kwiecistych ozdobników zwykłą kurwą. Potem chyba zaczęli się bić, bo ściana, przy której wisiała prycza Józka, chwiała się od łupów, cupów  i wstrząsów a z sufitu poleciał tynk. Po prawej stronie ktoś nagle rozpoczął remont gdyż w rytm wrzasków wdarła się przemocą melodia wiertarki udarowej i przecinaka. Skuwano widocznie płytki, raz po raz rozlegał się trzask tłuczonego porcelitu. Babcia mieszkająca w jedynce naprzeciwko 13 rozpoczęła właśnie słuchanie wieczornej audycji radia Maryja a z głośnika pobiegła skoczna melodia „Boże coś Polskę”.
-Przez teeee wszyyyyystkie wieeeeeki- darła ryja moherowa. Kołomyja trwała chyba z dobre dwie godziny, w trakcie której sześć razy bezskutecznie interweniowali policjanci. Nikt im jednak nie otworzył, więc postukali trochę jeszcze  gumowymi pałkami po zniszczonych drzwiach, w rytmie ogólnego hałasu i poszli zostawiając mandaty przypięte do ściany pinezkami. Raz też przywlókł się na górę Smolisty, gdyż ktoś zaalarmował go, że babcia śpiewa chyba piosenki nieodpowiednie w piekle. Przyszedł, popatrzył i podłączył babci słuchawki do radyjka, coby nie budziła po nocach innych lokatorów. Słuchawki, były jednak tanim chińskim szajsem i spaliły się po 15 minutach. Moherowa znowu słuchała na cały regulator. Z prawej strony przestano skuwać tynki, bo nagle rozległ się huk jakby ktoś zleciał z drabiny i długo po tym panowała tam cisza. I kiedy w końcu w hostelu zapadł spokój a Józek już, już odpływał w sen ci z lewej, widocznie już pogodzeni ze sobą, zaczęli głośno uprawiać miłość. Ona udawała orgazm, co było zresztą słychać po wysokich tonach, a on go nie udawał tylko ryczał jak gwałcony orangutan. Skończyli po 20 minutach. Po pół godzinie przerwy zaczęli od nowa. Tym razem facet mógł już dłużej.
Jozek zasnął tak naprawdę dopiero gdzieś nad ranem. Ale wtedy przyszła sprzątaczka i kazała wszystkim zbierać z łóżek kopyta bo chce zmienić pościel. 

cdn...

wasza
Helga von Klusken

p.s. No i stało się. i10  na swoim blogu "Epizody"donosi o ohydnym plagiacie jego tekstów. Sprawa pewnie będzię ciągnęła się następne 70 lat aż do wygaśnięcia praw autorskich i10 do własnej twórczości. Dlatego ze łzami w oczach błagam: nie kopiujcie i nie publikujcie bez stosownej zgody. Pomyślcie o kocie! Przecież ja mam małego kota na utrzymaniu! On też chce żyć i mleko pić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)