Całość do poczytania i ściągnięcia stąd: Piekło prawdziwe
Piekło prawdziwe
część trzecia
-No, w zasadzie
to mógłbym.- zajrzał do notatek.-Tylko co by tutaj panu dopisać... Zabić to pan
nikogo nie zabiłeś...
-Raz chciałem
szefowi krzesłem przywalić.- wtrącił Józek ale Smolisty pokręcił przecząco
głową.
-Eee, lajcik. To
się nie liczy. To są odruchy warunkowe, nic pan z tym nie zrobisz. Każdy tak
ma.
-No to co?
-Może
nieczystość?- podsunął rogaty oficer piekielny.- Manię pan kiedyś zdradziłeś?
-Też nie. Ale w
szafce, w magazynie mam przyklejone zdjęcie gołej panienki.
-Mało.
-Pamela
Anderson.- powiedział z naciskiem Józek, z przesadą akcentując słowa. Smolisty
gwizdnął z uznaniem.
-Fiu, fiu. I pan
z tą Pamelą ten tego...?
-Panie coś pan?
To tylko zdjęcie jest. Z Playboya znaczy się.
-No to faktycznie
świństwo.- zawyrokował Smolisty. – Ale to wciąż mało. A nieumiarkowanie w
jedzeniu i piciu?
-Piłem-
potwierdził ochoczo Józek.- Wódkę, wino, piwo, co pan panie diable tylko chce.
Ale najwięcej to żem chlał wódy.- wyznał ze wstydem. Rogaty ucieszył się nagle.
-No to chlup do
raportu: chlał jak świnia. Co jeszcze?
Józef myślał, myślał
i to tak intensywnie, że odpadło mu nagle z lekka gnijące już ucho i pacnęło o
podłogę. Podniósł je szybko, zawstydzony, i schował do kieszeni garnituru.
-Raz jeden
pamiętam, że zatrąbiłem klaksonem na babcię moherową, która na czerwonym
ślimaczyła się przez jezdnię.
-I co? Umarła ze
strachu?- zaciekawił się Smolisty.
-No nie... Ale
walnęła laską w auto aż się błotnik wygiął.- Diabeł wyprostował się nagle a po
mordzie było widać, że jest lekko zawiedziony. To on tak się stara, żeby
frontem do klienta, dopytuje się, podpowiada a tu nic. O żadnym łajdactwie się
nie dowiedział, żadnego świństewka maluchnego, grzeszku drobnego, zwykłej
niegodziwości albo szkaradzieństwa plugawego. No nic, co można kolegom
w pracy opowiedzieć i śmiać się serdecznie aż rogi by poodpadały. To ma być
wdzięczność? Co to kurde bele jest? Akcja charytatywna? Wielka Orkiestra
Piekielnej Pomocy?
-Obywatelu, mimo
całej mojej sympatii i życzliwości to nadal jest bardzo mało. Postaraj się pan
bardziej.- powiedział tonem nieco chłodnym.
-Bilety do kina
żem kupił dla mnie i dla Manii od konika. Jeszcze w PRL-u.
-Paserstwo,
gites. To, to ja wam mogę wpisać. Co grali?
-„Czas apokalipsy”,
chyba.
Mina nagle
zrzedła Smolistemu.
-To niedobrze.
Jakbyście poszli na „Emanuellę” albo chociaż „Klątwę Doliny Węży” to bym mógł
wam z czystym sumieniem do akt zberezeństwo wpisać. Ale za „Czas apokalipsy” to
według załącznika należą wam się plusowe punkty i mniej z kary.
Józek myślał coś intensywnie.
Józek myślał coś intensywnie.
-A „krokodyl
Dundee”?
-Łooo panie! Trzy
tygodnie mniej z pobytu za cierpienia estetyczne.-Smolisty zaglądał do notatek.
-To może chociaż
„Indiana Jones i królestwo czaszek”?
-Panie Czereśny!-
oburzył się oficer.-To pan chce mieć porządną kartotekę łajdaka czy mam pana od
razu przetransportować do raju, do sekcji męczenników? Pan się zdecyduje bo to
albo rybka albo pipka. A nie, pan mnie ciągle o swoich ekstremalnych
przeżyciach kinomatogreficznych opowiadasz. Ja tu w pracy jestem a nie na ploty
towarzyskie. Pan to sobie na później zachowa, dla skrzydlatych. Tam się takimi
cierpieniami zajmują, nie ja.
Automatyczny
dzwon kościelny zaczął wybijać pierwszą.
-Zbierajcie się
obywatelu. Czas nagli. Z tych waszych szelmostw to tyle będzie ile z obietnic
pana premiera, coś mi się widzi. To ja wam wpisuje tego kota, gorzałę i
paserstwo. Z tym, to wy już bez zażenowania możecie się przed ludźmi pokazać.
-No to wpisuj pan
skoro musisz.- westchnął Józek. Postawił parafkę na podsuniętym mu przez
rogatego dokumencie. Ten wyciągnął z głębokiej kieszeni pieczątkę, splunął na
nią, pochuchał i z głośnym hukiem odbił, oparty plecami o konfesjonał.
-To idziemy
obywatelu, wyciągajcie kopyta.- zarechotał Smolisty.- Taki żarcik, że tak
powiem zawodowy.
Wyszli z
kościoła. Automatyczne organy grały upiornego marsza pogrzebowego.
-Najnowsza
inicjatywa kurturarno-oświatowa.- powiedział Smolisty i kiwał z ukontentowaniem
głową w takt muzyki, póki nie ucichła.
Przed kościołem czekał
na nich czerwony, odrapany autobus marki Nysa. W środku siedziało już kilku pasażerów i
ciekawie przyglądali się wychodzącym
-I to już?
–zdziwił się Józek na widok autobusu. –Żadnej karety zaprzężonej w końskie
truchła? Żadnego dymu? Złowieszczego skrzypienia? Jęków potępieńczych? To ma
być w ogóle piekielne?
-No a nie jest?-
zdziwił się Smolisty i zaczął wyliczać pomagając sobie dłonią. Zaginał kosmate palce, każdy
z nich zakończony brudnym, czarcim pazurem.- Koło zębate walca rozrządu do
wymiany, hamulce do wymiany, podłoga rdza panie, czysta rdza. Olej do wymiany,
filtr paliwowy przecieka, okno kierownicy nie dość, że luźne to ściąga na
prawo, abs nie działa. Tarcze hamulcowe...ło panie, na tarcze to się pan nawet
nie patrz bo ich dosłownie nie ma. A poza tym to nadal jeździ na zimówkach. 16
sezon patrz pan, jakie łyse. I to nie być piekielne?
-Fakt- przyznał
Józek. Kopnął kilka razy nogą od niechcenia koło. Opona w kilku miejscach miała
wybrzuszenia.
-Ale unwucht to
macie fest.- zauważył fachowo.
-A co się pan
martwisz? Drugi raz nie wykoprytniesz, hłe, hłe- zaśmiał się diabeł i tym razem
jego śmiech przypominał popiskiwania utopionej kuny. –No wsiadać.-
zakomenderował i poszedł przodem. Usiadł na miejscu kierowcy i zmienił czapkę,
tym razem na miękką bejsbolówkę z daszkiem. Na czapce widniało logo w kształcie
karety zaprzężonej w końskie truchła i napis „idź do diabła. Usługi przewozowe”.
Józek wszedł za
nim i już chciał usiąśc na przednim siedzeniu, kiedy Smolisty zatrzymał go i
wyciągnął łapę.
-A bilecik, to
pan szanowny ma?
cdn...
wasza
Helga von Klusken
p.s. W imieniu ludu pracującego miast i wsi ogłasza się co następuje: nie wydawać w formie papierowej ani żadnej innej. Nie ryć w kamieniu. Nie trawić na miedziorytach. Nie odbijać w offsecie. Nie śmiecić na ulicach. Używać wyłącznie do prywatnego zadowolenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)