środa, 22 lipca 2015

Piekło prawdziwe cz.3

Wczoraj w nocy, celebrując swoją uciążliwą, cykliczną bezsenność, zrobiłam sobie mały wypad w krainę przeszłości, kiedy to wśród pań królowała trwała typu owca, a panowie ciągle nosili białe skarpetki do poliestrowych spodni. Miałam wtedy 5, może 6 lat. Pamiętam pewną piosenkę, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Potem zapomniałam o niej na kilka lat, by teraz z powrotem wrócić. Wprawdzie nie za bardzo lubię muzykę (ot, posłucham od czasu do czasu, ale radio wyjące 26 godzin na dobę prosto w uszy to nie na moje nerwy) jednak mimo to przedstawiam wam "Aleję gwiazd" p. Zdzisławy Sośnickiej. Co tam, że to stary przebój, obciach, siara i brak szacunku na dzielni. Nakryjcie się kocem i słuchajcie w skrytości, bo warto. Piosenka tutaj. A plik PDF "Piekła prawdziwego" już wkrótce, więc cierpliwości książkojady.

Całość do poczytania i ściągnięcia stąd: Piekło prawdziwe



Piekło prawdziwe 
część trzecia


-No, w zasadzie to mógłbym.- zajrzał do notatek.-Tylko co by tutaj panu dopisać... Zabić to pan nikogo nie zabiłeś...
-Raz chciałem szefowi krzesłem przywalić.- wtrącił Józek ale Smolisty pokręcił przecząco głową.
-Eee, lajcik. To się nie liczy. To są odruchy warunkowe, nic pan z tym nie zrobisz. Każdy tak ma.
-No to co?
-Może nieczystość?- podsunął rogaty oficer piekielny.- Manię pan kiedyś zdradziłeś?
-Też nie. Ale w szafce, w magazynie mam przyklejone zdjęcie gołej panienki.
-Mało.
-Pamela Anderson.- powiedział z naciskiem Józek, z przesadą akcentując słowa. Smolisty gwizdnął z uznaniem.
-Fiu, fiu. I pan z tą Pamelą ten tego...?
-Panie coś pan? To tylko zdjęcie jest. Z Playboya znaczy się.
-No to faktycznie świństwo.- zawyrokował Smolisty. – Ale to wciąż mało. A nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu?
-Piłem- potwierdził ochoczo Józek.- Wódkę, wino, piwo, co pan panie diable tylko chce. Ale najwięcej to żem chlał wódy.- wyznał ze wstydem. Rogaty ucieszył się nagle.
-No to chlup do raportu: chlał jak świnia. Co jeszcze?
Józef myślał, myślał i to tak intensywnie, że odpadło mu nagle z lekka gnijące już ucho i pacnęło o podłogę. Podniósł je szybko, zawstydzony, i schował do kieszeni garnituru.
-Raz jeden pamiętam, że zatrąbiłem klaksonem na babcię moherową, która na czerwonym ślimaczyła się przez jezdnię.
-I co? Umarła ze strachu?- zaciekawił się Smolisty.
-No nie... Ale walnęła laską w auto aż się błotnik wygiął.- Diabeł wyprostował się nagle a po mordzie było widać, że jest lekko zawiedziony. To on tak się stara, żeby frontem do klienta, dopytuje się, podpowiada a tu nic. O żadnym łajdactwie się nie dowiedział, żadnego świństewka maluchnego, grzeszku drobnego, zwykłej niegodziwości albo szkaradzieństwa plugawego. No nic, co można kolegom w pracy opowiedzieć i śmiać się serdecznie aż rogi by poodpadały. To ma być wdzięczność? Co to kurde bele jest? Akcja charytatywna? Wielka Orkiestra Piekielnej Pomocy?
-Obywatelu, mimo całej mojej sympatii i życzliwości to nadal jest bardzo mało. Postaraj się pan bardziej.- powiedział tonem nieco chłodnym.
-Bilety do kina żem kupił dla mnie i dla Manii od konika. Jeszcze w PRL-u.
-Paserstwo, gites. To, to ja wam mogę wpisać. Co grali?
-„Czas apokalipsy”, chyba.
Mina nagle zrzedła Smolistemu.
-To niedobrze. Jakbyście poszli na „Emanuellę” albo chociaż „Klątwę Doliny Węży” to bym mógł wam z czystym sumieniem do akt zberezeństwo wpisać. Ale za „Czas apokalipsy” to według załącznika należą wam się plusowe punkty i mniej z kary.
 Józek myślał coś intensywnie.
-A „krokodyl Dundee”?
-Łooo panie! Trzy tygodnie mniej z pobytu za cierpienia estetyczne.-Smolisty zaglądał do notatek.
-To może chociaż „Indiana Jones i królestwo czaszek”?
-Panie Czereśny!- oburzył się oficer.-To pan chce mieć porządną kartotekę łajdaka czy mam pana od razu przetransportować do raju, do sekcji męczenników? Pan się zdecyduje bo to albo rybka albo pipka. A nie, pan mnie ciągle o swoich ekstremalnych przeżyciach kinomatogreficznych opowiadasz. Ja tu w pracy jestem a nie na ploty towarzyskie. Pan to sobie na później zachowa, dla skrzydlatych. Tam się takimi cierpieniami zajmują, nie ja.
Automatyczny dzwon kościelny zaczął wybijać pierwszą.
-Zbierajcie się obywatelu. Czas nagli. Z tych waszych szelmostw to tyle będzie ile z obietnic pana premiera, coś mi się widzi. To ja wam wpisuje tego kota, gorzałę i paserstwo. Z tym, to wy już bez zażenowania możecie się przed ludźmi pokazać.
-No to wpisuj pan skoro musisz.- westchnął Józek. Postawił parafkę na podsuniętym mu przez rogatego dokumencie. Ten wyciągnął z głębokiej kieszeni pieczątkę, splunął na nią, pochuchał i z głośnym hukiem odbił, oparty plecami o konfesjonał.
-To idziemy obywatelu, wyciągajcie kopyta.- zarechotał Smolisty.- Taki żarcik, że tak powiem zawodowy.
Wyszli z kościoła. Automatyczne organy grały upiornego marsza pogrzebowego.
-Najnowsza inicjatywa kurturarno-oświatowa.- powiedział Smolisty i kiwał z ukontentowaniem głową w takt muzyki, póki nie ucichła.
Przed kościołem czekał na nich czerwony, odrapany autobus marki Nysa. W środku siedziało już kilku pasażerów i ciekawie przyglądali się wychodzącym
-I to już? –zdziwił się Józek na widok autobusu. –Żadnej karety zaprzężonej w końskie truchła? Żadnego dymu? Złowieszczego skrzypienia? Jęków potępieńczych? To ma być w ogóle piekielne?
-No a nie jest?- zdziwił się Smolisty i zaczął wyliczać pomagając sobie dłonią. Zaginał kosmate palce, każdy z nich zakończony brudnym, czarcim pazurem.- Koło zębate walca rozrządu do wymiany, hamulce do wymiany, podłoga rdza panie, czysta rdza. Olej do wymiany, filtr paliwowy przecieka, okno kierownicy nie dość, że luźne to ściąga na prawo, abs nie działa. Tarcze hamulcowe...ło panie, na tarcze to się pan nawet nie patrz bo ich dosłownie nie ma. A poza tym to nadal jeździ na zimówkach. 16 sezon patrz pan, jakie łyse. I to nie być piekielne?
-Fakt- przyznał Józek. Kopnął kilka razy nogą od niechcenia koło. Opona w kilku miejscach miała wybrzuszenia.
-Ale unwucht to macie fest.- zauważył fachowo.
-A co się pan martwisz? Drugi raz nie wykoprytniesz, hłe, hłe- zaśmiał się diabeł i tym razem jego śmiech przypominał popiskiwania utopionej kuny. –No wsiadać.- zakomenderował i poszedł przodem. Usiadł na miejscu kierowcy i zmienił czapkę, tym razem na miękką bejsbolówkę z daszkiem. Na czapce widniało logo w kształcie karety zaprzężonej w końskie truchła i napis „idź do diabła. Usługi przewozowe”.
Józek wszedł za nim i już chciał usiąśc na przednim siedzeniu, kiedy Smolisty zatrzymał go i wyciągnął łapę.
-A bilecik, to pan szanowny ma?

cdn...

wasza
Helga von Klusken

p.s. W imieniu ludu pracującego miast i wsi ogłasza się co następuje: nie wydawać w formie papierowej ani żadnej innej. Nie ryć w kamieniu. Nie trawić na miedziorytach. Nie odbijać w offsecie. Nie śmiecić na ulicach. Używać wyłącznie do prywatnego zadowolenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)