czwartek, 23 lipca 2015

Piekło prawdziwe cz.4

Jak sam tytuł posta wskazuje dzisiaj kolejna część "Piekła prawdziwego". Józef Czereśny z dumą skompletował już wpisy do swojej kartoteki łajdaka i z podniesionym czołem może wejść do królestwa piekielnego. Enjoy it.
p.s. a żeby dalej nie kłamać... plik PDF dostępny będzie dopiero po publikacji ostatniej części na blogu. Opcja sprawdzania pisowni w moim wordzie ma tylko niemiecką wersję i niezmiennie podkreśla mi wszystko na czerwono, jak leci. Dlatego zawiłości polskiej mowy z wszystkimi zawijasami i kreseczkami sprawdzam sobie dopiero podczas publikowania na blogu. Trochę to wszystko skomplikowane jak sprzedaż gorącego żurku latem w Łebie ale takie życie.

 Tutaj znajdziecie kompletną wersję PDF Piekło prawdziwe


Piekło prawdziwe 
część czwarta


-A bilecik, to pan szanowny ma?
-A to trzeba?
-No, a co pan myślał?- Smolisty zacmokał ustami.- Że to tak na krzywy ryj chce pan jechać? Nie wstyd panu? To taki z pana uczciwy obywatel, hę? Na wybory pan ganiasz, w Biedronce ziemniaki ważysz pan bez dokładania, na mszę dajesz a biletu nie chcesz pan zapłacić? Jak szuja jaka? Czarna owca? Zapluty karzeł reakcjonizmu? Wymoczek zapluskwiony?- miotał się w obelgach. Markotno się nieco zrobiło Józkowi więc przerwał mu ostro.
-Dobra skończ pan, bo się jeszcze oślinisz.- szybko przeglądnął kieszenie- Tylko, że ja nic nie mam. Mańka mie nawet chusteczki do nosa nie zostawiła. Nic, ani złotóweczki.
-Pod język panu nic nie włożyli?
Józek obracał chwilkę językiem w ustach.
-Nic.
-No, ale zegareczek przecież pan ma.- zarechotał Smolisty.
-Zegarkiem będę za bilet płacić?- oburzył się. Diabeł był jednak nieubłagany i chcąc, nie chcąc Józek musiał z żalem wrzucić swój chronometr do otworu na monety. Z drugiego, z cichym sykiem wynurzył się papierowy bilecik. Czereśny usiadł w dalszej części autobusu, rozmyślnie wybierając miejsce z dala od smolistego.
„Taki zegarek. Jeszcze za Gierka kupiony” myślał rozgoryczony. „ Trzy transformacje polityczne przeżył, do Ustki z nim jeździłem, w morzu się kąpałem i nic mu się nie stało. Nawet Stefan go nie świsnął a tu taki z cicha pęk, z metra cięty frajerzyna każe se nim za bilet płacić.”
Tymczasem Smolisty wrzucił od razu dwójkę (jedynka i tak się zacinała), autobusem szarpnęło w przód i pojechali ciągnąc za sobą siwy obłok dymu. Istotnie autobus jeździł chyba tylko cudem i to jakimś szatańskim cudem a nie boskim. Zarzucało nim jak pijakiem na prawo i lewo, od rowu do rowu, hamulce piszczały szaleńczą pieśń straceńca, gaźnik strzelał niczym z kbksu. Diabeł pogwizdywał przeraźliwie motyw przewodni z Titanica, fałszując przy tym niemiłosiernie, a radio darło mu się do taktu najnowszym przebojem grupy „Czerwone Gitary”. Tworzyło to razem istną kakofonię. Smolisty jednak nie kłamał i istotnie roboty miał wyżej rogów. Wiele razy jeszcze ten nocy zatrzymywali się na cmentarzach i pod kościołami, i wielu świeżutkich nieboszczyków zajmowało miejsca w autobusie. Czereśny z gorzką satysfakcją zauważył, że większość z nich nie miała czym zapłacić za bilety i pozbywała się biżuterii lub części garderoby. Jeden facet, którego wyłowiono z jeziorka i zamierzano pochować w samych slipkach nie miał to nic, ale dosłownie nic. Diabeł majtek nie chciał przyjąć bo twierdził, że pewnie brudne a poza tym to tak jakoś niehigienicznie. Golas natomiast stał na schodkach autobusu, zasłonił dłonią oczy i cicho płakał, ze wstydu lub z żalu za gajciochami- czort go tam wie. Skończyło się polubownie- goły zadeklamował Gałczyńskiego ale to jak! Oho, aż iskra szła i diabeł puścił go bez biletu.
-Ale jakby kontrola była- ostrzegł tylko- To ja pana nie widziałem, nie słyszałem, pan się tu podstępem dostał.
Reszta pasażerów klaskała golasowi z ukontentowania.
Do piekła dojechali dopiero późnym przedpołudniem. Józek nie mógł sobie dokładnie przypomnieć trasy, gdyż mimo szarpania, podskoków i nagłego hamowania autobusu udało mu się chwileczkę zdrzemnąć, przykładając głowę do zimnej szyby. Obudził się kiedy wysiadali. Dłuższą chwilę przyglądał się zza szyby miejscu, do którego przyjechał, nim zdecydował się wysiąść. A miejsce to nie wyróżniało się niczym szczególnym. Ot, stary, odrapany dworzec autobusowy. Z jednej strony ślepa ściana wysokiej kamienicy, z której dużymi płatami odchodził szary, brudny tynk. Na ścianie duży bilbord i odklejająca się, ordynarna reklama piwa „premjum bardzo mocne”. Tak tam było napisane, premjum przez „j”. Trzy przystanki, każdy z nich porośnięty chwastami, daszek przeciwdeszczowy z którego zlazła już farba, wygięte barierki i przepełnione kosze na śmieci. Smolisty przeparkował autobus, zmienił czapkę, tym razem na toczek i dużym, zardzewiałym kluczem otworzył budkę kontrolera ruchu. Wszedł do środka. Budka zrobiona była z odrapanego metalowego baraku. Wgniecenia w  kilku miejscach świadczyły, że kierowcy autobusów nie raz musieli uderzyć w nią z impetem. Przednia szyba z otworem u dołu, przez który komunikowali się interesanci także była pęknięta. Siedzący w środku kontroler miał minę znudzoną i ziewał od ucha do ucha, skrobiąc się od czasu do czasu po różkach.
Józek stał tak chwilę na środku dworca, nie za bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Dopiero po chwili zauważył, że na pęknietej szybie budki kontrolera nalepiona jest kartka formatu a4 z niedbałym, ręcznym napisem „rejestracja nowoprzybyłych” i utworzyła się tam już niewielka kolejka. Stanął w niej, chwilę odczekał.
-Nazwisko.- rzucił w jego stronę Smolisty bardzo znudzonym i bardzo urzędowym tonem.
-Czereśny. Ale pan mnie już przecież zna.
-Nie wiem, nie znam się, zaganiany jestem, przyjdź pan później.- wydyszał czort jednym tchem. W łapie znowu trzymał brudny kajecik.- Czereśny, Czereśny...Czereśny Marian...
-Józek.- wtrącił ponuro Józek.
-No przecież wiem, że Janek.- oburzył się diabeł. –Pan mnie tu nie przeszkadza w urzędowych czynnościach bo to dłużej będzie trwało. O jest.- ucieszył się.- Czereśny Jędrzej. Pan się zgłosi do hostelu na Siarkowej 13. Ma pan tam zrobioną rezerwację.
-A gdzie to jest?- dopytywał się Józef ale diabeł już go nie słuchał.
-Następny!- ryknął potężnie a kobieta stojąca za Józkiem zaczęła gorączkowo przepychać się do przodu.
-Czego pan tu tak stoisz jak widły w gnoju? Pan nie widzi, że chcem przejść? Więckowska Alina.- rzuciła do diabła dopytującego się apatycznym tonem o nazwisko.
Józek wzruszył ramionami i odszedł na bok. Na postoju taksówek stało kilka odrapanych fiatów Uno i jeden, potwornie zeżarty przez rdzę, Reno Clio. Podszedł do pierwszego auta i zastukał w szybę. Kierowca chwilę męczył się z korbką nim udało się ją opuścić.
-Panie, Siarkowa 13 to daleko?- zapytał.
-Daleko.- burknął opryskliwie diabeł. Różki przebijały mu denko od czapeczki szofera.
-A ile będzie kosztował przejazd?
Kierowca zmierzył go taksującym spojrzeniem.
-Panie coś pan? Nawet ancugu nie masz pan porządnego i do taksówki się pchasz? Jak jakiś łachmyta?- i prędko zakręcił korbką. Szyba powędrowała do góry, odcinając czarta skutecznie od Józka. Inni kierowcy nawet nie zwrócili uwagi na stukania do ich pojazdów. Jeden wyszedł nawet z auta i podwinął rękawy marynarki jakby szykując się do obicia mordy Józkowej, ale Czereśny zrejterował w samą porę. Odwrócił się szybko i udawał, że z wielkim zainteresowaniem studiuje rozkład jazdy autobusów.
-No.- powiedział taksiarz i wsiadł z powrotem do samochodu.
Mimo wszystko ten nieprzyjemny epizod zakończył się pozytywnym akcentem, gdyż tuż obok rozkładu jazdy wisiała sobie mała, niepozorna karteczka z planem miasta wydrukowanym z google maps. Plan wyglądał jakby kserowano go co najmniej z 10 razy, za każdym razem dramatycznie tracąc na jakości ale wytężając wzrok można było dopatrzeć się na nim zarysu ulicy Siarkowej. Wynikało z niego, że musi iść ulicą prosto i tylko prosto. Cóż było robić? Józek wzruszył ramionami, gajerkiem nieco szczelniej owinął sobie ramiona, gdyż zaczął siąpić nieprzyjemny deszczyk i raźnym krokiem ruszył w stronę sennego, brudnego miasteczka.

cdn...

wasza
Helga von Klusken

p.s. Treści publikowane na blogu przeznaczone są do wyłącznie prywatnego użytku. Grzesznicy, którzy zamierzają je publikować bez mojej zgody dostaną za karę pierogów z kaszanką. He, he w hostelu na Smolistej, oczywiście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)