piątek, 6 listopada 2015

Miszka cz.5- ostatnia

       Lekka krotofila "ło chłopie co psa kupował" dobiega właśnie końca. Istnieją niezaplanowane przeze mnie, drobne różnice w wersji PDF i tej zaprezentowanej na blogu. Na usprawiedliwienie mam tylko to, że teraz już wiem: mimo funkcji autosave, Word i tak nie zapisze żadnych zmian, gdy kliknie się opcję "nie zapisuj żadnych zmian". Niby proste ale jakie podstępne. :) Do zobaczenia przy następnych postach.
Aaaaa.... i jeszcze jedno. Nie przysyłać więcej ofert kupna porcelanowego psa (i tak nikt nie przysłał). NIEAKTUALNE! Dorwałam na pchlim targu takiego kundla, że klękajcie narody. Za 40 euro, a piękny taki jakby co najmniej 50 kosztował.

Całość można poczytać i ściągnąć również tutaj: Miszka



Miszka 
część 5- ostatnia

-A ten to czyij?- zapytała Hańcia, na Michałka spoglądając wielce zdziwiona.
-Jak to czyij babo, się tak głupio pytasz.- zdenerwował się Ryśko nie na żarty.- Ksiądzowe? Dziedzicowe?
-Adyć się pytam bo nie wim.
-Sama żeś go w wielkich bólach rodziła a tera nie poznajesz?- gospodarz obracał małym, umorusanym Michałkiem na prawo, na lewo, czuprynę mu odgarniał i chleba z miodem do garści wpychał.
-Tego basałyka rodziłam.- Hanka wskazała na Wicka.-Tego też.- to o Felku.- Pamiętam bo na Matkę Boską Zielną to było. Ale tego toś ty z jarmarku przyprowadził, a ja nie pomnę, żebyś go z chałupy wyprowadzał.
Patrzy Ryśko na chłoptysia i istotnie, z gęby wcale nie podobny. Czarniawy był bowiem wielce, jakby się w sadzy wytarzał albo i w błocie, a włosy miał jako baran kędzierzawe.
-Czyjś ty?- pyta. Michałko jednak gębę rozdziawił i w ryk wielki uderzył.
-Jam przecie, że tatusiowy!- i dalej beczy.
-Tatusiowy? To jak twojemu tacie wołają?
-Ja nie wiem. Jam go zawsze tatusiem zwał. My z daleka na jarmark przyjechali. Ojciec ino skoczył nową klepałkę do kosy kupować a mnie przykazuje: „tatusia się trzymaj”. No tom siem trzymał razem z Wickiem i Felkiem, bo przecie nie powiedział którego tatusia dokładnie.
Westchnął Ryśko, westchnęła Hańcia.
-To niech już zostanie, skoro taka wola boża.- ozwała się gospodyni i smarkowi łzy serdeczne z gęby obtarła.- ośmioro w domu jest to i dla dziewiątego się chleba znajdzie.
Zwlókł się z przypiecka ojciec i do gospodarzy zbliżył.
-A psa, gospodarzu kupiliście?- zapytał.
-Kupilim.- pokraśniał z zadowolenia Ryśko i Wicka zawołał, który to szczeniaka za sznurku ciągnął. Szczeniak wyrywał się wiele, pazurami zapierał aże dziury w klepisku robił, rykał, do nóg się rzucał i aż do krwi kąsał.
Spogląda Hańcia, spogląda ojciec, oba zafrasowani wielce.
-To pies jest?
-A pies.
-Jajnik?
-Tysiąc razy lepsze niż jajnik.- wziął się pod boki Ryśko i wyprostował dumnie.-Tysiąc razy lepsze niż wszystkie psy.
-Pysk ma cosik śpiczasty.
-Bo to zagramaniczny. Nawet dziedzice takiego mieć nigdy nie bydom.
-A czemu nie hauka?
-Bo zmęczony.- odparł hardo gospodarz. Milczała Hańcia, milczał ojciec. W końcu stary splunął na podłogę.
-Iiii... taki tam pies, ciechoroba. Na moje oko to jeno kłopoty z nim bydom.
-Łojciec!- wrzasnął Ryśko do żywego oburzony.- To ja na targu był, strażnikom się w pas kłaniał i nisztcumfercolen gadał. Jak wam mówię, że nojlepszy pies to na świecie, to mówię. Swoje stare cholewki zjem, jak się nam jeszcze kiedy złodziejaszki do chałupy, lebo obory zakradną. A ty Hańcia zamknij kondla w kojcu a rano da mu się jeść.
Było nie było, poszli wszyscy spać, dniem tym długaśnym umęczeni. A rano zbudziło ich psowe porykiwanie. Zebrali się wszyscy wokół kojca kondlowego.
-Dej Hańcia jemu jeść.- pedział do żony Rysko ale ta tylko przeżegnała się pobożnie i ze strachem od klatki odskoczyła.
-Adyć się bojam. Ślepiami tymi tak źle błyska, a ryka i ryka. Sam mu daj.
Nie dał po sobie poznać Ryśko, że i on się psa czegoś lękał. Pchnął w stronę szczeniaka najmłodszą córkę.
-Nuże.- zachęcił dzieciaka.- Daj żreć piesowi.
-Tatko, tatko, ja się go bojam bo on ryka.
-Hałka głupia.- strofował córkę ojciec. –Psy haułkają.
-Jeno ten nie haułka, ino ryka.- odparło rezolutne dziewuszątko.
-A bogać was tam!- wrzasnął gospodarz.- Haułka! Jak mówię, że haułka to haułka!- i żeby pokazać, że się nie boi, sam wrzucił kawał padliny do psiego kojca. Pies ryknął aże serca wszystkim struchlały i jednym susem dopadł mięsa. Zębiska zatapiał, kawały wielkie wyrywał i im bardziej Ryśko i inni paczyli się na żrąca bestię tym bardziej pęczniały im portki ze strachu.
-Piknie żre, piknie.- bąknął niepewnie Ryśko.
-Piknie, piknie.- cedził złośliwie stary łojciec.- Jeno czekać kogo pierwszego z nas zeżre jak podrośnie.

Minęło pół roku w trakcie którego pies urósł wielki jak dojna krowa, a jak dalej nie haułkał, tak nie haułkał, ino wciąż rykał głosem kieby trąba jerychońska. Schodzili się gospodarze do ryśkowej chałupy by psa, z daleka, ostrożnie oglądać.
-Dyć to niedźwiedź jest przecie.- prawili na widok włochatej bestii drapiącej ziemię ostrymi jak kosa pazurami.
Ale Rysko był uparty.
-Pies jeno.- tak każdemu odpowiadał.- Co wy mi tam oczy mydlić bydziewa? Lepszy ode wszystkich psów to mi go zazdrościcie.
 Krążyły słuchy po wsi o rykajacej bestyji w zagrodzie Ryśkowej i niczem wiadomość po drucie telegraficznym niosła się ode chałupy do chałupy. Od chałupy do komorniczych izdebek, zamieszkałych przez bezrolną hołotę. Dalej wieść się niosła z brudnej izby na plebanię, od świętych obrazów świecącej. Z plebani do młyna, z młyna do tartaku, z tartaku do dochtora a stamtąd hen, hen aże do dworu samego, przez pana dziedzica i żonkę jego, dziedzicową, zamieszkałego.
Dziedzic osobiście pofatygował się do Ryśkowej chudoby i pozieleniały ze strachu przez lornytkę (bo bliżej podejść nie śmiał) oglądał bestię.
-Niedźwiedź prawdziwy! Na rany Chrystusa, niedźwiedź! Wypuście go do lasu gospodarzu, bo nas tu wszystkich kiedyś powyżera.
-Panie dziedzicu, z przeproszeniem panowym- Ryśko dziedzicowi w pas się kłaniał.- Kondel to przecie pospolity. Lepsze od waszego jajnika, to mnie już każecie go do lasu wypuścić. O, wa! Zwyczajnie, zazdrośniście.
Nawet ksiądz z ambony Ryśka wyczytał i za grzech wielki mu miał.
-Niedźwiedzia se do chałupy sporowadzajom!- grzmiał na sumie w niedziele.- Jako psa do palika przywiązują! A widłami pogonić bestię! Grzech to! Grzech śmiertelny!
Nawet wójt, pobożny i prawilny wielce, nie mógł mu przemówić do rozsądku.
-Ryśko, przecież on wcale nie haułka.
-Nie haułka bo zmęczony. Niech jeno odeśpi trochę to zarutko haułkać zacznie.
-Prędzej ty miauczeć będziesz niż to bydle haułkać.
Nagle wszystka wieś zaczęła utyskiwać o hardości wielkiej poczciwego Ryśka.
-Zadufany w sobie, juha.- plotkowały baby.
-Nos wyżej nosi niż inni dupe trzymajom.- mówili gospodarze.
Ale prawda była taka, że to po prostu wstyd było się Ryśkowi przed wszystkimi przyznać, co tak naprawdę się na jarmarku zdarzyło. Że caluśkie pieniądze przepił  i, że jak głupi dał sobie niedźwiedzia wcisnąć a wcale nie poznał, że to nie pies. Powagi swej gospodarzowej przed ludzkimi oczyma stracić nie chciał. Paliły go te trzy miedziaki, co to mu nieznajomy za szczeniaka zabrał ale jeszcze bardziej paliła go głupota własna. Z daleka obchodził Miszkę, który do tęgiego, kieby chłopskie ramię, łancucha był przywiązany. Miszka ryczał, pazurami ziemie darł, na nogi tylne wstawał i paszczę pełną ostrych kłów prezentował, aż serce się trwożyło.
-Co ma nie być pies?- mówił sam do siebie gospodarz i sam siebie chciał przekonać, chociaż nieskoro wcale mu to szło.- Ot, głowa, dupa, ogon, cztery nogi, wielkie mecyje. Co to ja psa bym kupić nie potrafił?
        Natomiast przez następne 20 lat, dopóki Miszka żył, żaden złodziej nie ośmielił się zbliżyć choćby na pół wiorsty do Ryśkowego obejścia. Taka to była wielga moc modlitwy do świętego Antoniego, amen.
 
KONIEC 

wasza
Helga von Klusken

p.s.i tym oto optymistycznym akcentem zakończyliśmy serię o sympatycznym Ryśku i jego rodzinie. Ciekawskim, zawczasu odpowiadam: Ryśko i Hańcia żyli jeszcze sto lat, doczekali się dwudziestu wnuków i 30% zniżki od towarzystwa ubezpieczeniowego z racji braku kradzieży w gospodarstwie. A ja, jak zwykle proszę o nie wykorzystywanie "Miszki" do niecnych celów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)