wtorek, 3 listopada 2015

Miszka cz. 2

            Dobry wieczór i od razu kilka uwag technicznych. Wszystko, co pojawia się na blogu, pojawia się automatycznie na chomiku woorkroom2007, w formacie PDF- z mniejszym lub większym poślizgiem czasowym. Osobiście, zachęcam do korzystania z chomika. Do waszej dyspozycji czeka 40 MB darmowego transferu (a to całkiem sporo, zważywszy na to, że pliki tekstowe nie ważą zbyt dużo.) Do tego, każdy tekst zawiera okładkę, stronę tytułową, przedmowę, czasami słowniczek lub inne dodatki. Uprzedzając ciekawskich- dodatki NIE zawierają moich nagich zdjęć i dziękujcie za to Bogu. Każdy plik jest darmowy i legalny, tak więc szanse wtargnięcia SWOTu na chatę (o ile nie posiadasz nielegalnej hodowli pietruszki) są minimalne. I to by było na tyle w kwestii formalnej.
A teraz całkiem inna gadanina. Wspominałam już, że należę do pewnie niewielkiej grupy osób, które nie lubią muzyki. Czasami jednak trafię na melodię, która naprawdę tak chwyci za serce, że aż chce się wyć. Czymś, co zachwyciło mnie ostatnio jest  intro do mangowej serii Shingeki no Kyojin. (Polski tytuł: "atak na tytanów"). Fantastyczna, niesamowicie energetyczna melodia, która sprawia, że ma się ochotę wstać z fotela i kopać badassów po tyłkach. Sama seria... hm... jak lubicie wnętrzności, olbrzymy i paszcze pełne wielkich zębów, to z pewnością znajdziecie tu coś dla siebie. W przeciwnym wypadku zostańcie tylko przy muzyce. Do posłuchania tutaj.

Kompletna wersja do poczytania online tutaj: Miszka


Miszka
część druga


Prendko, oj prendko zwiedzieli się gospodarze zacne o żałości w obejściu Ryśkowym. Zbiegli się z pól, z chat, z obórek i z chlewików, wszystka wieś. Nasomprzód dzieciury nieusłuchane i zaczęły myszkować po caluśkiej zagrodzie, bacząc jednak aby co się z daleka od ryśkowych kułaków trzymać. Potem zwlokły się baby, jak to zwyczajne- wszystkiego ciekawe i gadatliwe. Widząc zapłakaną Hankę same zaczęły w głos lamentować.
-A do kreminału! Do kreminału!- krzyczała gruba Wojcieszkowa, jeno rozeznać się było trudno czy to Wojcieszkowa ma do tego kreminału iść czy też ktosik inszy.
-Po policmajstra wysłać tam kogo!- wrzeszczała dziobata Nastusia, kowalowa narzeczona.
- Antek, Jurek, Felek, a zaprzągajta tam konie do woza i jedźcie do miasteczka!
-Iiii tam... konia byde marnować.- odszczekiwał się parob jeden z drugim.- Niech się ktoś bez pola do komendantury puści.
-Ja cię się puszczę, ty taki owaki!- groziła Nastusia chłopakom pięścią w kułak zwiniętą. Ale chłopakowie tylko zębami w uśmiechu błyskały.
-O wa, wa! Ty się akurat tego boisz kieby mysza słoniny.
I prentko siem okazało, że Nastusia, mimo, że kowalowi przyrzeczoną była, to tego puszczania w ogóle się nie bojała, bo galatno dała zaraz dowód wielki swojej odwagi i na kupie słomy przykładem przed parobczakami świeciła a i czem więcej tyż.
Na koniec zeszli się dostojni gospodarze, ode pługa prosto oderwani. Poważnie obejrzeli dziurę w obórce i uczone delibracyje głośno wypowiadali. Gospodarze, to nie spod ogona byle komu wypadli. Ognia w sobie nie majom jako babskie lebo dziecińskie nasienie. A gdy już się naoglądali i jęzorów nastrzępili do chałupy weszli. Wszystkie ławki obsiedli, wolno, wolniuśko se po fajeczce pykali i w ten sposób mędrkowali.
-Trza pójść do Jankiela, do arendarza i spalić ten świński pomór.- zadecydował Hendryk, włodarz we wsi najpierwszy. Samych krów miał cosik z pięć ogonów, a co świń, co kurczaków, co gęsków i co pola! Niezliczysz.
-Jeno niepoczciwość na wieś spada. Bo to pierwsza kradzież? A kto Helce Kruczance pościel z płota zajumał? A gacie starego Brzechrotki? A koszule Pawlakowej? Nowiuśkie koszule!
-Spalić!- przytaknął mu dziad proszalny Netyczka, bieluśki na głowie i na gębie niczem święty jaki, co to go na obrazie w monastyrze malują.- Spalić! A popioły na cztery wiatry rozrzucić.
-A jak to nie Żydki?- wtrącił kowalowy parob Antek.
-Jak nie Żydki? To kto niby miałby świniaka kraść? Może krześcijany?
-To może Cygany? Ot, we Wronkach, ode przedwczoraj cała banda ich tam siedzi.
-Więc Cyganów też spalić.- rzekł Hendryk, wolno se z gęby obłoczki fajkowego dymu puszczając.
-A popioły rozrzucić. Rozrzucić i jeszcze raz spalić.- skinął głową Netyczka i z popendliwości, chude kieby szczapki, ręce nad głową uniósł.
-Na pohybel im!
-Na pohybel!
Rumor się w chałupie nagle zrobił. Chłopi z ław się podnieśli a oczyska tylko im gniewnie błyskały. Już, już iść mieli, smolne szczapy zapalać, widły z oborek wyciagać, gromadą sprawiedliwości szukać, gdy w tej właśnie chwili uczenił się hałas jakowyś we wejściu. Paczą dzieci, paczy Hanka, paczą gospodarze, paczy stary ojciec i nawet chudy Ryśko paczy. A to sam wójt z medalem urzędowym, na piersiach przyczepionym, się wtoczył do chałupy. Wójt to chłop był na skwał, brzuchaty, wąsaty, kutasowaty- jako to roboty i butelki zwyczajny. Ręce miał wielkie niczem bochny chleba, brzuszysko odęte ode smalcu i skarków, łeb wielki i nie od parady. Wszedł do izby i przystojnie pochwalił Pana Jezusowego jako to obyczaj nakazuje.
-Pochwalony.- rzekł tubalnym głosem.
-Na wieki.- mruknął chudy Ryśko.
 -Na wieki wieków- odparli gospodarze.
Gospodyni szybko zapaską stare krzesło przetarła i uprzejmie, tak jakby po pańsku, zaprosiła wójta by spoczął.
-Posadźcie se dupe panie wójcie, boście pewnikiem z drogi znużeni.- pedziała wdzięcznie, mieniąc się z tygo honoru na gębuli kiej jabłuszko.
 Aż obejrzał się Ryśko na swoją żonę, skąd jej się te hrabiowskie maniery biorą i mimo żałości swojej poczuł w głębi duszy dumę z żonki, że taka obrotna, taka dobrze wychowana, taka światowa, normalnie jakby lalka jakaś hrabiowska a nie zwykła baba. Wójt ujęty grzecznością gospodyni usiadł i skubnął naleśnika, który mu przysunęła. Na wierzchu szczodrze naładowane było konfitur, co czerwieniły się niby wilgotne usteczka krasawej mołodycy.
-Słyszałem, że nieszczęście się wam Ryśko stało.- pedział wójt, kiedy to już skończył naleśnika i wąsy z konfitur otarł.
-Ano świniaka mi skradli.- westchnął Ryśko.
-I to jakiego świniaka. Szynki miał takie, że ho ho- wtrącił stary ojciec.
-Samam go ode prosięcia wychowałam.- dorzuciła Hanka. –O, mundry był to świniak, munrdy. Bele czego to nie zjadł. Jak mu wczoraj starych ziemniaków rzuciłam to jeno pyskał i pyskał a jeść nie chciał.- i ryknęła znowu płaczem a za nią wszystkie dzieciaki, co to pochowane po kątach i pod piecem ozwartymi ze zdumienia oczami przyglądały się wójtowskiemu medalowi i jego świecącym od sadła skórzanym butom.
-Cichaj durna.- uciszył ją dobrotliwie wójt, bo żal mu było całej tej nieboraczej rodziny.
-Uczonego świniaka, wiedzę, że mieliście.- zwrócił się do Ryśka. Ten tylko głowę niżej spuścił i chlipnął cichutko.
Hendryk, gospodarz, nowięcej miał we sobie odwagi. Wstał i rzekł:
-Bo myśwa się własnie naradzali panie wójcie, żeby ich ogniem wykurzyć, te Żydy, kradzieje przeklęte.
-I Cyganów!
-I Miemców też, co to pod górką na kolonii siedzą!
-Przecie Miemcy że nie ukradli. To czemu  Miemców spalić?- zdziwił się wójt.
-A bo ich nie lubię.- hardo odparł parob kowalowy.
-Spalić i jeszcze raz spalić. A potem zakopać i podpalić jeszcze dla pewności!- darł się Netyczka, a ręką uskłą, podobną do konara drzewnego, w górze machał i tym niewidocznym złodziejom bohatersko wygrażał. Rozległy się krzyki chłopów, płaczliwe żale bab i wrzaski dzieciurów. Nagle każdy miał cos do powiedzenia, każdemu coś na wątrobie siedziało i niesprawiedliwością piekło. Temu kota ukradli, tamtemu w pola na trzy palce się worali, tej znowu ktoś studnie zapaskudził, inszej krowę zaczarowali bo jeno tylko byczki same rodzi a jałówki żadnej. I nagle każdemu się zdawało, że nieszczęście ryśkowe, to jego własne nieszczęście. Że trzeba gdzieś lecieć, kogoś bić, mścić się i głośno na swe krzywdy wyrzekać.
-Bij, zabij!
-Za kudły i we gnoju wytarzać!
-Takie krowę zaczarować!
 Lecz wojt tylko pięścią im pomachał, coby mordy zamknęli. Zarutko nastała cisza.
 –Nieprawością ten świat stoi.- kontynuował wójt.- Dzieci na rodziców swe ręki podnoszą, brat powstaje przeciwko bratu, siostra przeciwko siostrze. Jeno do wojny ludzie zdatni i do tyj nienawiści. Już nikt gospodarza nie uszanuje, nikomu ręka nie zadrży a jeno wyciąga po cudze i ani nie pomyśli, że za kradzież będzie się w ogniu piekielnym smażyć. Odwrócili się ludziska od Pana Jezuska to i Jezusek odwrócił się od ludzi. Pedział sobie- krześcijany som to nieusłuchane, piją, mienso w piątki żrom, nikt już na cnoty nie spogląda. Złość mają za czyn chwalebny, rozpustę za cnotę, kradzież za bohaterstwo, kurewstwo z wiernością mylą. Nieuczciwe som polityki to i ludzie biedne som nieuczciwe. I zamiast razem, jak braty kochane dążyć, by wszystkim lepiej się żyło i było to każdy ciągnie we swoją stronę aby się tylko bogactwa więcej nahapać. To i nie dziwota, że ta jedność międzyludzka siem rozerwie kieby jaka stara szmata. Takie czasy nastały, ja wama to mówię, wójt. Ino zazdrość, ino kłamstwo, ino nieusłuchanie.
Słuchali tedy wójta jak urzeczeni, bo zdawało im się, że mądrość wypływa z ust jego, grubych, tłustych i bardzo czerwonych.
-A byli kiedy to ludzie insi?- zapytał cichuśko chudy Ryśko.- Przecie, że zawsze na świecie były jeno wojny i nieposłuszeństwo.
-Prawda ci to. – rzekł mu wójt. – Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Ale przyjdą i czasy kiedy to ludzie będą inniejsi. Kiedy miast swarzyć się i kłócić zaczną godzić i bratać.
-A kiedy to panie wójcie najdzie?
-Ja nie wiem. – westchnął wójt i naleśnikiem sobie łzę z oka otarł, bo chusteczki jakoś było mu szkoda, co mu ją żonka prześlicznie wyhaftowała i na imieniny w podaronku dała. – Nie można zmienić innych, tak samo jak nie można prosić wilka by skórę swoją zrzucił i w łowcę się przemienił. Ino swoją skórę możemy odmienić, ino siebie przemienić. I prawda ci to, że złość jest łatwiejsza niż dobrość a zemsta słodsza niźli przebaczenie. Ale proszę was, braty, byście poniechali. Byście temu kapcanowi, który was okradł darowali. Bo tylko zmieniając siebie możemy choć po troszku zmienić ten świat niedobry.
Tu już nie wytrzymał Ryśko i do nóg wójtowi się pochylił, za buty obłapił i w cholewki całować zaczął. Hańcia z dziećmi pod obrazkiem przenaświentszym na ziemi se legła i głośno odmawiała pacierze, co rusz tryskając z oczu fontanną. Stary ojciec bił w piersi a głupie, przestraszone ciele znowu zaczęło sikać na słomę i napełniło izbę duszącym odorem amoniaku. Gospodarze gębami na ziemie padli i wnetki zaczęli tę ziemie pod stopami wójtowymi całować a mądrość okrutną jego w głos wysławiać.
-Boże przebacz mi miłościwemu!- głośno krzyczał Ryśko. Wójt pochylił się, z klęczek podniósł chłopa i z ojcowską dobrocią do piersi przycisnął azeledwie mu ziober nie zgniótł.
-A więc przebaczacie, kumie?- zapytał, sam wzruszony wielce.
-Przebaczam mu, przebaczam! Niech mie tak kolki zeprą jażem bych tu łgał wam w oczyska!- ryknął gospodarz.
-No i dobrze.- wójt z radości klepnął go w plecy aż zadudnily Ryśkowe płuca.- Skoro wy przebaczacie to i pan Jezusek wam swojego przebaczenia na sondzie świntym nie odmówi. Pakswobiskum, paksnabiskum.- Błogosławił kieby ojczulek świnty w Rzymie, ręką znak krzyża kręcąc. Łzy wzruszenia lały się po wszystkich gębach, a Hanusia to już w ogóle od płaczu nie mogła, jeno piskała głucho kieby kot jak mu się na ogon nadepnie.
-To hospodarz przedni!- wrzeszczał stary Netyczka.
Wójt jak wprzódzi gromadzie swej błogosławił ale widać było, że mu cosik jeszcze spokoju nie daje. Myślał, myślał, myślał i tak na twarzy czerwieniał, że już, już Hanka chciała mu uprzejmie drogę do sralnika pokazać, kiedy to pedział jeszcze:
- Jeno wiecie Ryśku... Przebaczyć można, bo to po ludzku, a i pan Bóczek przebaczyć nakazuje nawet wrogowi najgorszemu. Dobrość-dobrością, mądrość-mądrością, honor-honorem, ale wiecie wy co? Ale psa to wy sobie jednak kupcie, co by następnym razem flaki wypruł temu skurwesynowi,  jak mu się jeszcze kiedykolwiek zachce u was kraść. Bo przebaczliwym być można ale jeszcze lepij być nieokradzionym.
I z tymi mądrymi słowami po przyjacielsku walnął Ryśka w głowę aż mu wszystkie zęby o kant stołu zadzwoniły, pożegnał się i wyszedł z chałupy zadowolony z siebie bardzo, że w gromadzie i porządek przywrócił, i w pobożności utwierdził. Taki to był wielki człowiek, ten wójt.

cdn...

wasza
Helga von Klusken

p.s. albowiem napisano: "nie będziesz kopiował, ani publikował, ani przywłaszczał sobie własności intelektualnej, która twoją nie jest. Azalibyś to zrobił- smażyć się będziesz, nieszczęsny, w areszcie na Góraczewskiej przez wieczność całą." Z listu św. pisarza do czytelników. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)