Wersja PDF z chomika tutaj
Wersja PDF do poczytania online i ściągnięcia tutaj: Ciało pilnie poszukiwane
Ciało pilnie poszukiwane
Część pierwsza
Magazyn 417 wypełniał nieznośny zapach formaliny i
lekki, zastarzały odór zwietrzałej, ludzkiej krwi. Na drzwiach wisiała krzywo
przymocowana tabliczka z napisem:
SAL-STRZY
od
Salecki Adam do Strzygomska Zygfryda
opiekun
magazynu XP-12
Liczba
sztuk 613
|
Samo pomieszczenie było bardzo zwykłe,
śmiem nawet napisać nijakie, podobne do tysięcy innych w Centralnym Instytucie
Przechowywania, imienia szatniarza Gugały. Podłoga wyłożona szarym linoleum,
ściany ochlapane farbą w miłym dla oka kolorze rzadkiej sraczki po buraczkach
na kwaśno, pod sufitem mocna i jaskrawo żarząca się wiecznotrwała świetlówka. Wokół trzech ścian
symetrycznie ustawiono metalowe regały, nieco już zniszczone, z których tu i
ówdzie odłaziła fabryczna zielona farba. Każdy regał posiadał cztery nóżki,
odpowiednio wysokie, tak aby nie dobrały się do nich szczury i sześć półek,
również metalowych, które dla ochrony przed kurzem pieczołowicie wyklejo ceratą
w kwiatki.
Na każdej półce, rzędem jeden obok
drugiego, niby żołnierze na paradzie stały szczelnie zakręcone słoiki, każdy
oznaczony wyraźną etykietką, aż pod wieczko wypełnione brunatnawą, lekko mętną cieczą
odżywczą. A w każdym słoiku pływał mózg.
Ludzki mózg ma się rozumieć.
Panowała cisza, dokładnie taka sama jak
panuje w audytorium pełnym ludzi, którzy widzą się po raz pierwszy w życiu.
Nieco nerwowa, nieco napięta, przepełniona lekkim erotyzmem i zapachem kiełbasy
czosnkowej. Zawsze, czy to w kinie, czy na wykładzie znajdzie się osobnik,
który jest święcie przekonany, że kanapka z czosnkową wyborową jest idealną
przekąską przed spotkaniem dużej ilości osób w relatywnie niewielkim
pomieszczeniu.
Nagle drzwi magazynu pchnięto gwałtownie
od zewnątrz i do środka wślizgnął się mały, niepozorny robot na płozach. Na
kadłubie odsłoniętego silnika miał przymocowana blaszkę identyfikacyjną: „XP-12,
służba magazynowa”. Robot trzymał w swoich teleskopowych chwytakach słoik ze
szczególnym okazem dorodnego mózgu w środku. Mózg był większy od pozostałych,
zdecydowanie bardziej pofałdowany, bardziej żółty, bardziej mięciutki i
gąbczasty. Ponadprzeciętna inteligencja wprost promieniowała od tego
wspaniałego organu. Robot nieco chybotliwie podjechał do metalowej półki, aż
zachlupotała płynna odżywka. Chwilę się wahał, coś obliczał w swoim
mikroprocesorowym łebku i przysięgam!, że gdyby miał brwi, to zmarszczyłby je z
nadmiaru intelektualnego wysiłku. Nagle, z boku metalowej dyńki coś zapiszczało,
z drucianej czupryny buchnął niewielki dym, a robot otworzył stalową gębę i
wychrypiał.
-A... be... ce...de... e... ef...- pauzy
między poszczególnymi literami były coraz dłuższe i dłuższe, aż w końcu, przy
„ef” zaciął się zupełnie. Myślał, myślał ale niewiele z tego myślenia wynikało.
-Gie, ha, i, jot, ka, el, em, en ty
elektroniczny matole!- wrzasnął nagle, wyraźnie zniecierpliwiony, słoik.- O,
pe, er, es, te, u, wu, zet, ziet, żet. Disce peur!1 Powtórz!
- Disco w Peru. Ziet, zet, żet.-
wymamrotał posłusznie robot. Nagle rozpromienił się. Chwycił prawym chwytakiem
wrzeszczący słoik a lewym delikatnie rozsunął dwa inne, stojące przed nim na
półce, na wysokości jego żyroskopu.
-Gdzie tutaj, ty patafianie?- zdenerwował
się znowu słoik.- proszę mnie ustawić jak należy, w alfabetycznej kolejności
inaczej zrobi nam sie tutaj okropny bałagan. Gdyby kiedyś ktoś mnie szukał, to
jak znajdzie bez właściwego porządku? Jestem profesor Ryszard Siupała i mam
prawnie zagwarantowane miejsce w magazynie czterysta siedemnaście, na drugiej
półce piątego regału- licząc od wejścia- między Siupka Lola, fryzjerka a
Siupićko Waldemar, mistrz olimpijski w biegu na trzynaście kilometrów.
-Siupka Lola.- zgodził się potulnie robot
i ostrożnie ustawił słoik na wskazanym miejscu. Odjechał kilka centymetrów i
krytycznym wzrokiem sprawdził czy mózgi stoją w jednym rzędzie, po czym
delikatnie przesunął profesora trzy milimetry w przód.
-Uważaj bęcwale, uważaj!- krzyknął
profesor.- Jak ten chwytak trzymasz? Nie dosuwaj mnie do brzegu, ja mam lęk
wysokości! To jest przecież wyraźnie odnotowane w aktach: nie ustawiać za
blisko krawędzi. Ach, och, ach! Jeszcze mnie strącisz i rozbijesz gamoniu!
Zabieraj te przerdzewiałe łapska!
Robot z uszanowaniem przesunął profesora
trzy milimetry w tył, a następnie, już z własnej woli, wytarł irchową
ściereczką mikroprocesory przylutowane do nakrętki słoika. Mikroprocesory połączone
były cienkim, platynowym drucikiem z odpowiednimi obszarami zwojów mózgowych i
zastępowały organa słuchu, wzroku i mowy. To właśnie dzięki nim wielce
inteligentny profesor Siupała wywrzeszczał sobie należne mu miejsce na półce.
-Na lewym oku mam ciągle jakiś paproch.-
burknął naukowiec. XP-12 wytarł lewy procesor jeszcze raz.- Dobra, nie chuchaj
mi więcej do oka, teraz może być. Fuu, śmierdzi z paszczy starym olejem
silnikowym.
Profesor Siupała, jak każdy genialny
naukowiec, był uroczym mężczyzną, uprzejmym, dobrze wychowanym, dowcipnym i,
zdaniem studentek czwartego roku, zabójczo przystojnym ze wspaniałymi
bokobrodami, błyszczącą łysinką i nieodłączną muchą w wielkie, różowe grochy.
Tylko w stosunkach z robotami zachowywał się jak ostatni skurczybyk. Ciągle na
nie wrzeszczał, popychał i pluł im do oliwiarek, kiedy nie patrzyły. Stare,
chińskie przysłowie mówi, że prawdziwą naturę człowieka można poznać po tym,
jak traktuje on swoich podwładnych. No, coś może w tym jest.
-Teraz spływaj przerdzewiała blaszanko.
Foras! 2
Robot wycofał się pokornie, cichutko
zamkając za sobą drzwi.
Profesor, gdyby mógł, wyprostowałby się
dumnie. Centralny Instytut Przechowywania stanowił bowiem dzieło jego życia.
Ponieważ nie mógł się prostować, gdyż był tylko mózgiem zanurzonym w odżywczej
zawiesinie, wydał dźwięk przypominający odrząkiwanie i wspaniałym, głębokim
barytonem powiedział:
-Wygląda na to, że już jesteśmy w
komplecie, moi mili państwo. Finis coronat opus.3
-Taaa?- Ze słoika obok odezwał się mocno
wątpiącym głosem Waldemar Siupićko.- Jak mnie preparowali to jeszcze jakieś dwa
miliardy ludzi czekało na swoją kolejkę. Już myślałem, że te polityki i inne
wierchuszki zrobili nam kawał. Nas wypreparowano, a sami zatrzymali swoje ciała
i zajęli najładniejsze domki letniskowe nad jeziorkiem, u nas w Kurówce. Ja to
nawet z kancelarii premiera dostałem list z zapytaniem, czy bym premierowi nie
sprzedał swojego, co to go dostałem za Gierka, w nagrodę za olimpiadę.
Najpiękniejszy domek ze wszystkich, całe czterdzieści metrów kwadratowych i
kuchnia w aneksie. Coś pan, panie ładny, taki pewny swego?
Profesor Siupała zignorował zaczepny ton w
głosie Siupićki i gdyby mógł, nadąłby się z pychy.
-Ponieważ to ja, profesor preparatyki
nadzywczajny Ryszard Maria Siupała, razem z moimi asystentami, opracowaliśmy
zarówno teoretyczne jak i praktyczne zasady preparatyki zwanej też w mowie
potocznej ”wyciąganiem mózgownicy ze łba”. Ponadto to my, z sukcesem,
powtarzam: z sukcesem przeprowadzaliśmy ogólnoświatową akcję oddzielana
ludzkich mózgów od ciał. Na samym końcu osobiście wypreparowałem mózgi swoich
asystentów i jako ostatni posiadacz ciała- tu skrzywiłby się z obrzydzeniem na
dźwięk słowa „ciało”gdyby tylko mógł, - zaprogramowałem robota we własnym
laboratorium by wyjął mój mózg i umieścił go w szkle. Szczerze mówiąc miałem
wątpliwości czy to stare robocisko poradzi sobie z tak skomplikowanym zadaniem.
Skoro jednak stoję tu przed państwem cały i żywy, w tym pięknym słoiku po
kiszonych ogórkach, znaczy to, że operacja przebiegła pomyślnie. Mamy komplet,
wypreparowano wszystkich.
Zapadła pełna podziwu cisza. Słowa
profesora wzbudziły ogólny zachwyt. Ten wspaniały, szlachetny człowiek, stoi
razem z nimi w jednym rzędzie, ramię w ram... eee... słoik w słoik i nic a nic
się nie wywyższa, mimo że właśnie dokonał największego eksperymentu w historii
planety. Czapki z głów drodzy państwo, oto co się dzieje, kiedy skromność
spotyka geniusz.
Zadowolony profesor kontynuował.
-A więc...hm... panie i panowie. O,
pardon! Powinienem powiedzieć raczej: moje drogie dzielne mózgi i urocze
mózgowniczki. Oficjalnie ogłaszam koniec dominacji szpetnego ciała. Od teraz do
na zawsze ludzkość istnieć będzie wyłącznie pod postacią czystego, doskonałego
rozumu. Na cześć tego doniosłego wydarzenia chciałbym byśmy razem wznieśli
gromkie hip hip...
-Hura!- krzyknęły zgodnie mózgi.
-Hip, hip...
-Hura!!
-Hip, hip...
-Hura, hura, hura!!!
-I na cześć najtęższego mózgu, który
wymyślił preparację też hura!- wykrzyknął ktoś z dolnej półki.
Profesor, gdyby mógł, zarumieniłby się ze wzruszenia,
gdyż, jak już wspominałam, był niezwykle skromnym człowie... eee... preparatem.
Pozostałe mózgi zaczęły jednak szeptać między sobą.
-Kto to powiedział? Kto to powiedział?
-To chyba Wiesiek.
-O, wypraszam sobie. To nie ja, to Heniek,
ten z dołu.
-Patrz pan, ja z nim przecież w fabryce
śrubek na jednej zmianie pracowałem. Co za wazeliniarz. Lizus zawsze zostanie
lizusem, kierownikowi też ciągle w dupę właził.
-Silentium4!- ryknął potężnie
profesor Siupała.- Nie po to zorganizowaliśmy preparatyzację, żeby teraz
wysłuchiwać podłych plotek. Mamy całą wieczność na przeprowadzanie
wysmakowanych, uczonych dysput i interlokucji. Takie drobne świństewka powinny
na zawsze odejść w niepamięć razem z naszymi wstrętnymi ciałami. Z racji tego i
owego chciałbym jako pierwszy zaproponować temat do pierwszej z naszych
niezliczonych dyskusji panelowych, a mianowicie: wpływ słoni na ogólną
gospodarkę Republiki Federalnej Niemiec w szczytowym okresie zimnej wojny...
Hola, hola! Kto tam znowu płacze?
Pytanie było zasadne, gdyż z trzeciej
półki drugiego regału przy środkowej ścianie istotnie dobiegało rozpaczliwe
szlochanie.
-Buuu! Do końca wszechświata obok tej
zołzy. Dobry Boże, za jakie grzechy?
-Zołzy? Teraz to zołzy, tak?- powiedział
skrzeczący, wiedźmowaty głos ze słoika obok.- Jak się pobieraliśmy dwadzieścia
lat temu, to mówiłeś, że mógłbyś mnie z miłości całą schrupać.
-I szkoda, że cię wtedy nie zeżarłem!
Dzisiaj bym już wychodził z więzienia.
-Silentium, silentium, pax, pax5!-
oponował profesor.- Co to znowu za niesnaski?
-Jakiem się zgadzał na tę całą preparację
to zastrzegłem se, żeby tylko nie stać na półce obok tej megiery, mojej żony.-
odpowiedziano mu przez łzy.- No i patrz pan, chyba specjalnie, na złość
postawiono mnie dokładnie obok.
-Też nie chciałam stać obok tego pacana,
wolałabym towarzystwo Brada Pitta.- wrzasnęła żona.- Tam to przynajmniej byłoby
na czym oko zawiesić.
-Droga pani, zaręczam pani, że w
przeciwieństwie do jego atrakcyjnej mięsnej powłoki, mózg Brada Pitta nie
prezentuje się okazale. Ba, powiem w sekrecie, że jest nieco skurczony i zszarzały,
takie byle co, popelina w formalinie. Nie każdy ma takie szczęście jak na
przykład ja, żeby wyglądać wspaniale zarówno z ciałem i bez ciała.
Profesor Siupała z chęcią zaprezentowałby
wszystkim obecnym wspaniałe bokobrody i wypucowaną do blasku łysinkę, jednak z
braku tych tylko zakołysał się w słoiku i zaprezentował cudownie pofalowane
zwoje mózgowe.
-A Pamela Anderson?- dopytywał się mąż.-
Jaki ma mózg? Ładny?
-Prosiak. Tylko ci jedno w głowie.-
warknęła żona.
-Zimna ryba.
Mózgi znowu zaczęły szeptać między sobą i
ciekawie przysłuchiwać się kłótni. Profesor, gbyby mógł, zbladłby z niepokoju.
To przecież niedorzeczność zaczynać wspólną wieczną egzystencję od ordynarnego,
małżeńskiego mordoplucia zamiast od uczonej dyskusji o słoniach i Niemcach. O
tempora, o mores! 6 Ciekawe czy w innych magazynach też zaczęli
drzeć na siebie od początku ryje. Nagle pożałował, że nie przyjął panieńskiego
nazwiska żony Rymnicki. Stałby teraz w jednym magazynie razem ze światowej
sławy kompozytorem Rymkiewiczem Edwardem i przyjaźnie gawędzili o molach i
etiudach. Zainterweniował jeszcze energiczniej.
-Drogi panie, droga pani, mimo wszystko
prosiłbym o spokój. Sami nie jesteście. Co inne magazyny powiedzą? W takiej
czterysta osiemnastce, drzwi obok, na trzeciej półce czwartego regału stoi sam
laurerat nagrody Nobla. Co on sobie o was pomyśli? Nie wstyd wam? Preparacja to
tak wspaniały wynalazek, że wszyscy powinniśmy przymknąć oczy (gdybyśmy tylko
mogli) na takie drobne niedogodności kto obok kogo stoi. Już w fazie planowania
przyjęliśmy porządek alfabetyczny i tak musi zostać. A stoi obok B, Ce obok De,
a Żet pałęta się w ogonku. Ja sam na
przykład stoję obok pana Siupićko, naszego niedoścignionego mistrza
olimpijskiego w biegu na trzynaście kilometrów, a skądinąd wiem od jednego z
moich studentów, że strasznie cuchną mu nogi. A czy się skarżę? Skądże. Homo
sum.7
-Mnie śmierdzą nogi?- zawył Siupićko,
urażony w miłości własnej.- Kto powiedział, że śmierdzą?
-No, teraz to już panu nie śmierdzą, bo
ich pan nie masz.- uspokajał go profesor.- Zresztą, nawet gdybyś pan miał nogi,
co samo w sobie jest już niedorzeczne, bo nie zmieściłyby się do słoika, to i
tak nikt by tego nie czuł. Ze względów oszczędnościowych nie zainstalowaliśmy
mikroprocesorów odpowiedzialnych za zmysł powonienia.
-A robotowi toś pan przygadał, że mu z
japy jedzie starym olejem.- powiedział Wiesiek, ten od fabryki śrubek.
-Może sobie, wykształciuch, nos prywatnie
kazał zainstalować?
-Tylko proszę bez osobistych wycieczek,
trochę kultury, na duszę Maxa Bohra! To były założenia naturo de facto. Każdemu robotowi, którego dotąd spotkałem,
cuchnęło z paszczy. Roboty nie mogą jej myć, bo im tam w środku wszystko
rdzewieje. Logicznym jest, że temu też pewnie śmierdzi.
-Czy ktoś powiedział znowu: „śmierdzi”?!-
ryknął oburzony olimpijczyk.
Profesor westchnął.
-Panie Siupićko, już tłumaczyłem. Nikt
niczego nie poczuje, więc może pan sobie cuchnąć do woli. A zresztą... dzięki
cudowi preparatyzacji niepotrzebnie się pan tylko unosisz.
-Niepotrzebnie? Całą młodość straciłem na
bieżni i boisku, szkoły nie skończyłem ciągle tylko trening i trening aż do
zupełnego wyczerpania. Żona odeszła, dzieci zapomniały jak wyglądam i zaczęły
do mnie „wujku” mówić, a ja tylko biegłem i biegłem. Przebiegnij sam, jeden z
drugim, dwa maratony dziennie i wsadź gębę we własne skarpety. Zobaczymy czy
będą waniać poziomkami.
-Drogi panie Waldemarze.- oburzył się
profesor.- Zmuszony jestem zwrócić panu uwagę, że odbiegamy od merytorycznego
aspektu naszej pierwszej dyskusji panelowej. Iterum8: jako pierwszy
temat chciałbym zaproponować wpływ słoni...
-Wpływ słoni na rozpaćkiwanie na miazgę
głupich żon!- przerwał mu nagle nieszczęśliwy mąż z trzeciej półki.
-Albo na rozdeptywanie leniwych grubasów!-
dodał mistrz olimpijski.
-Lub durnych mężów, którzy nie kwapią się,
by zreperować cieknący kran!- zawyła żona.
-Skoro powiedziałem, że naprawię, to
naprawię. Musiałaś mi o tym, durna małpo, przypominać co pół roku?
-Cicho, cicho! Pogadajmy lepiej o Heńku.
Na własne oczy widziałem, jak ten wazeliniarz kierownika w otwór całował, żeby
tylko wyższą premię dostać.
-Ja całowałem? Ja?- oburzył się Heniek.
-A całowałeś. Cmok, cmok, cmok,
kierowniczku najdroższy. Buzi w łysinkę, buzi w dupinkę. Sam widziałem.
-Jak cię lunę przez pysk, ty wszarzu, to
nie tylko kierownika zobaczysz, ale i swoich dziadków aż do piątego pokolenia
wstecz!
-Takiś tera w gębie mocny? A we fabryce,
toś się zawsze na fajrant przed chłopakami we kiblu chował, żeby ci po glacy
nie dali za te przytulanki z szefowstwem, ty ciulu radomski! Chodź tu, to ci
przyłożę!
-Nie, to ty chodź do mnie!
Sytuacja zaczynała się robić nieprzyjemnie
dramatyczna. Wprawdzie groźby o „prostowaniu wszarzy” i „lutowaniu
szczęki” można było zignorować, no bo
jak zamierzają pobić się dwa, wypreparowane mózgi? Słoikami będą o siebie stukać,
czy co? Jednak wzmagające się okrzyki zaczynały być słyszalne i na korytarzu.
Co pomyślą sobie inne magazyny o czterysta siedemnastce? Ot, banda goryli- nic
więcej- oto co będą gadać. Profesor spłynąłby potem, gdyby mógł. Zaraz pewnie zaczną
się szerzyć plotki, że jest asinus asinorum9, królem osłów i
księciem debili. Jego reputacja będzie na wieki zniszczona!
-Silentio, silentio!- krzyczał, lecz na
próżno.
cdn...
1 Disce peur – ucz się chłopcze
Objaśnienia wyrażeń i przysłów łacińskich
1 Disce peur – ucz się chłopcze
2 Foras- wynocha
3 Finis coronat opus- koniec wieńczy dzieło.
4 silentium- cisza
5 pax- spokój
6 O tempora,
o mores!- O czasy, o obyczaje!
7 Homo sum (humani nihil a me alienum puto) –
człowiekiem jestem (i nic co ludzkie nie jest mi obce)
8 Iterum-
ponownie
wasza
Helga von Klusken
p.s. Uprzejmie proszę nie kopiować, bo przylutuję w żuchwę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga, konkurs! Co dziesiąty komentarz automatycznie wygrywa lajka i monografię ze szczegółowym opisem, w jaki sposób zmienił on moje życie. Serio! :)