wtorek, 1 marca 2016

Klub brzydali - część pierwsza

Grypa, charki i smarki. W ten właśnie przyjemny, aczkolwiek mało twórczy sposób, upłynął mi cały luty. Ponieważ politycy, zarówno polscy jak i europejscy, nie ustają w wysiłkach, by całkowicie zniszczyć kontynent w imię źle pojętej integracji i asymilacji- czuję się zmuszona, by wystąpić z głosem rozsądku. 
Opowiadanie "Klub brzydali" ma charakter satyryczny. Pod przykrywką żarcików i humoru znajdziecie jednak kilka gorzkich przemyśleń na temat powszechnego ogłupiania społeczeństwa i wszechobecnej propagandy. 
Koniec z politykowaniem, zapraszam do lektury.

Do pobrania z chomika (PDF) tutaj.
A tutaj wersja z dysku google: Klub brzydali.


"Klub brzydali"
część pierwsza



W Rio de Janeiro wybrano nową miss World. Tegoroczną zdobywczynią korony najpiękniejszej jest panna Amber Plavalaguna z Kostaryki. 21 latka może pochwalić się idealnymi wymiarami i nogami długimi aż do samej szyi. Amber studiuje psychologię i marzy o pokoju na świecie. Redakcja gratuluje.

- Brzydal. Ładniejsze dziewczyny chodzą po naszych ulicach.
-Śliczna! Śliczna! A każdy, kto twierdzi inaczej chyba nie ma lustra w domu.
-Taa! Jasne! Śliczna, bo plastikowa. Wyjmijcie jej botoks z ust i moja osiemdziesięcioletnia babcia będzie atrakcyjniejsza.
-Twoja babcia pierze w rzece.
-Moja dziewczyna jest ładniejsza. Aniu! Wyjdziesz za mnie?
-Sprzedam Opla.

Wiadomości regionalne. W Krakowie otworzono pierwszą w Polsce filię znanej brytyjskiej agencji modelek „Beauty and Money”. Dyrektorem regionalnym został Jacek B. syn znanego polityka. Mimo braku kierunkowego wykształcenia Jacek B uważa, że sprawdzi się w tej nowej dla niego roli.
„Oglądałem dużo Playboya. Mam doświadczenie”.- zapewnia świeżo mianowany dyrektor.

- Ha, ha! Ciekawe gdzie zamierzają rekrutować te modelki? W galerii za parę dżinsów?
-Czy koś wie gdzie wysłać sivi? Mam piętnaście lat i mażę o tym, rzeby zostać modelkom.
-Jak mógłbym zostać zastępcą dyrektora, hie, hie. Też mam duże doświadczenie (if you know what i mean)
-Pierwszy!
-Sprzedam Opla

Wybory „miss kiełbasy sopockiej” skończyły się w atmosferze skandalu. Wprawdzie jury w osobie proboszcza Janusza Z., właściciela zakładu mięsnego Edwarda P. i miejscowego nauczyciela plastyki Ryszarda M. wybrało zwyciężczynię, to jednak do przekazania korony z kiełbasy nie doszło. W trakcie prezentacji sukien wieczorowych z polędwicy wygłodniały tłum rzucił się na uczestniczki konkursu i zeżarł mięso. Interweniował policja. Cztery osoby zostały ranne, dwie z  podejrzeniem salmonelli odwieziono do szpitala.

-Tylko jacyś napaleńcy jedzą mięso. Ja nie rozumiem. W każdym sklepie można kupić pełnowartościowy zamiennik mięsa: kotlety z tektury, kaszankę ze styropianu itp., a wy ludzie jeszcze mięso żrecie?
-Też bym się rzucił.
- Popatrzcie na 4 zdjęcie! Gdzie ona takie buty kupiła? Ktoś? Coś?
-Nie jedzcie sopockiej! Moja sąsiadka 15 lat temu najdła się sopockiej, poszła do kościoła i co? I tramwaj ją przejechał!
-Sprzedam Opla.

W Wygwizdowie Dolnym, do sekretariatu gminy wpłynął wniosek o zarejestrowanie klubu brzydali. Według prezesa i pomysłodawcy Zenona F. klub ma być miejscem zrzeszającym ludzi brzydkich. „Trzeba zakończyć monopol na alabastrową cerę i błyszczące włosy”.- powiedział nam w rozmowie telefonicznej Zenon F.- Nas, brzydali jest zdecydowanie więcej. Nierealnym standardom piękna mówimy stanowcze nie!” Redakcja nie wie, co takiego bierze Zenon F. ale radzimy mu, żeby brał połowę. Czytelników będziemy informować na bieżąco.

-Klub brzydali, ale heca! #Jadźka chcesz się zapisać?
-Czego to ludzie jeszcze nie wymyślą?
-Ja nie przeczę, że są na tym świecie ludzie brzydcy, nawet im współczuję. Ale czy oni koniecznie muszą wychodzić z domu, za dnia?
-Łubudubu, łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu, ha, ha.
-Sprzedam Opla.

Zakończył się proces groźnego gangstera Macieja P. pseudonim „Mordeczka”. Mordeczka oskarżony był o napady z wymuszeniem, wyłudzanie pieniędzy sposobem „na wnuczka” i przechodzeniem przez jezdnię na czerwonym. Mimo bezspornych dowodów jego winy sędzia oznajmił niewinność bandyty. Adwokat Mordeczki, mecenas Przemysław W. argumentował to w ten sposób: „mój klient jest za piękny na siedzenie w pierdlu”. Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym tj. mordą Mordeczki sędzia przyznał adwokatowi słuszność. „Istotnie, Mordeczka jest zbyt piękny”.

-Dokąd to ten świat zmierza? Taki groźny bandyta i teraz będzie na wolności chodzić?
-Dokad to świat zmierza? Taki piękny facet i miałby w więzieniu siedzieć?
-A ja go znam! Nawet mam w znajomych, na fejsie. Piękny taki, muj misiaczek ukohany.
-Alimenty na dzieciaka kiedy będziesz płacić? Kasy masz jak lodu ty oszuście, na adwokata cię stać a dzieciak z głodu musi parówki jeść! Kasę dawaj albo do komornika pójdę.
-Sprzedam teściową. Siedzi w Oplu.

Informacje regionalne. Po naszej interwencji, burmistrz Wygwizdowa Dolnego Sławomir T. osobiście zapoznał się z wnioskiem o rejestrację klubu brzydali. „Czy to jakiś żart?” pytał zdezorientowany burmistrz. „Ależ skąd”- odpiera zarzuty na łamach swojego bloga Zenon F.- „Zapraszam serdecznie pana burmistrza do zapisania się. Możemy nawet przyznać honorowe członkowstwo i dyplom aktywisty numer jeden”. Redakcja uważa, że żart Zenona F. owszem, był udany ale ta zabawa zaczyna robić się żenująca.

- Burmistrz zasłużył na miano największego członka!
-Zgłupiałeś? Ginekolog jego żony wprawdzie stwierdził zużycie pacjentki ale tylko do głębokości 3 cm.
-Ha, ha, ha!
-Czemu sobie żartujecie z członka burmistrza? Wszędzie musicie politykę mieszać?
-Sprzedam Opla.

Wybory w USA jak zwykle, cieszą się niesłabnącą popularnością mediów i obywateli. Również bukmacherzy włączyli się do wyścigu o fotel prezydencki. A raczej do wyścigu o forsę. Od dzisiaj można stawiać zakłady o to, kto wygra: reprezentant demokratów Julius McEnnedy czy zagorzały republikanim Andrzey Mialkowsky. Nasi zagraniczni korespondenci są jednomyślni. „McEnnedy nie ma szans.” twierdzi zdecydowana większość dziennikarzy politycznych. „Mialkowsky ma lśniące, blond włosy, błękitne oczy i nienaganne uzębienie. Od 30 lat interesuje się kulturystyką i zdrowym odżywianiem. Tylko on może poprowadzić nasz kraj ku świetlanej przyszłośći”. Wybory już za tydzień.

-W końcy hamburgerojady będą miały prezydenta za którego nie muszą się wstydzić.
-Co to w ogóle za argument „lśniące włosy?” A jakieś przygotowanie merytoryczne? Jakis sensowny plan dla Ameryki? Lśniące włosy, no ludzie, trzymajcie mnie.
-Mnie kolerzanka muwiła, że na włosy to dobre jest jajko z oliwom. Jem te jajka codziennie, hociaż żygac mnie sie już hce na sam widok. Pomóżcie! Co innego na wypadajonce włosy?
-Ciacho!
-Sprzedam ciacho. Tfu... Opla, znaczy się.

Nie ustaje konflikt pomiędzy samozwańczym prezesem klubu brzydali Zenonem F. a burmistrzem Wygwizdowa Dolnego. Iskrą zapalną miała być odmową rejestracji klubu. W odpowiedzi na pismo odmowne Zenon F. ustawił na swojej posesji bilbord z napisem „Zapraszamy na członka Sławomira T”. Sławomir T. odgraża się, że to podchodzi pod molestowanie seksualne. „Jeszcze się w sądzie spotkamy, ty stary kapciu”- miał powiedzieć burmistrz w rozmowie telefonicznej z Zenonem F. Redakcja nie potwierdza tej informacji.

-Też zapraszam na członka wszystkie nastolatki ze Strzelców Opolskich.
-Z czym do ludzi? Z taką glizdą?
-Mały, ale wariat.
-Nie musisz się przedstawiać. Naprawdę dobrze ci radzę: zostań anonimowy w internecie.
-Czy wy też macie wrażenie, że ten bilboard jest niesmaczny?
-Niesmaczna to jest odmowa legalizacji klubu. W wolnej Polsce, tfu. To już komunisty były lepsze.
-Sprzedam Opla. Nie chcem ale muszem.

Skandal w mokotowskim oddziale Urzędu Pracy! Urzędniczka Janina B. została pobita przez petenta Grzegorza W. za odmowę wypisania mu skierowania do pracy, w kopalni żwiru. „Panie! Z takim pyskiem to pan będziesz tylko żwir straszyć”- miała powiedzieć poszkodowana Janina B. Redakcja wyraża wyrazy oburzenia z związku z tą haniebną napaścią. Grzegorz W. istotnie ma nieciekawą facjatę.

-Ale wy nie pokazujcie jego zdjęcia bez cenzury. Razem z dzieckiem oglądałam i teraz mi płacze.
-A co mu miała powiedzieć? Chłopi teraz jacyś mientcy są, w rurkach jak pedzie popylają. A jak im ktoś prawdę w mordę powie, to wielka obraza.
-Za moich czasów im brzydsza gęba była, tym większe powodzenie chłop miał.
-Ludzie, ludzie! Jakieś standardy powinny nas obowiązywać, czy co.
-Sprzedam Opla. Pojemność bagażnika wystarczy na transport całej tony żwiru. Naprawdę tanio!

Zaostrza się konflikt między Zenonem F i Sławomirem T. Dziś odbyła się pierwsza rozprawa sądowa w związku z wydaniem pozwolenia na rejestrację klubu. „Prawo do bycia brzydalem jest elementarnym prawem każdego człowieka” argumentował Zenon F. „Prawo do estetyki przestrzeni publicznej też jest prawem każdego człowieka” kontrargumentował Sławomir T. Sędzina Anna Maria W. odroczyła rozprawę na czas nieokreślony, zasłaniając się nagłymi mdłościami. Redakcja nie wie czy polecać dobrego gastrologa, czy ginekologa. Prosimy o kontakt.

-Ha, ha będzie dzidzi!
-Raczej się kobieta nauczy, żeby nie jeść frytek z majonezem przed rozprawą.
-Trochę to jednak, tak jakby, upokarzające jest. Ja rozumiem, że ktoś jest brzydki ale po co mu robić jeszcze dodatkowe przykrości? Pani sędzina mogłaby trzymać reakcje fizjonomiczne na wodzy.
-Dwie kreski! Mam dwie kreski! p.s. Adrian, odezwij się! To ja, Mariola z klubu.
-Sprzedam Opla. Nie rzygany, nie bity.

A jednak! Andrzey Mialkowksy wygrał wybory prezydenckie w USA. Jego przewaga była miażdżąca. Na jego przeciwnika, Juliusa McEnnedyego, oddano tylko jeden głos. Fama twierdzi, że był to głos samego Juliusa. „Nawet jego żona i szóstka dorosłych dzieci nie głosowała na męża i ojca.”- donosi nam zaufany przyjaciel rodziny. Nikt nie potrafi oprzeć się lśniącym włosom Mialkowskyego.” Redakcja potwierdza. Większość z nas jest hetero, ale dla nowego prezydenta z chęcią zmienilibyśmy orientację.

-To było do przewidzenia. W sumie, to nawet wyborów nie musieli rozpisywać.
-Łoooo! To po Ameryce.
-Dostałam mejla, że niby jakąś zieloną kartę wygrałam, czy coś takiego. Nie lubię zielonego. Chce się ktoś wymienić na fiołkową albo łososiową?
-Lubię placki.
-Sprzedam Opla. Dorzucę placki.

Klubowi brzydali, kontrowersyjnemu projektowi Zenona F. przyznano prawo do rejestracji. Od dzisiaj klub jest legalnym stowarzyszeniem. Wyrok w sprawie wydano zaocznie. „Nie mam siły spojrzeć temu człowiekowi jeszcze raz prosto w twarz. Ostatnim razem musiałam przez tydzień przyjmować elektrolity i stoperan.” przyznała sędzina Anna Maria W. Wciąż zostaje otwarta kwestia rzekomego obrażenia Sławomira W. ofertą „na członka”. Sędzina milczy na ten temat, Sławomir W. pozostaje nieuchwytny. Zenon F. oświadczył: „ Miły ze mnie facet. Oferty nie cofam”.

-Nawiedzony jakiś.
-Zaprawdę powiadam wam! Czyńcie pokutę, bo koniec jest bliski! Czyńcie pokutę i czyńcie miłosierdzie. Podaję numer konta na miłosierdzie: mbank nr49872...
-Brzydalom powinni odbierać prawo do pokazywania się publicznie, a nie rejestrować jakieś kółko czytelnicze, czy jak to tam się pisze.
-Ha! A ty to niby taka piękna?
-Sprzedam pięknego Opla.

Trzęsienie ziemi znów nawiedziło Dallal Opall- regiony w północnych Indiach. Do ratowania przysypanych użyto specjalnie szkolonych psów. Szef sztabu kryzysowego oświadczył, że nowocześnie szkolone psy są w stanie wyczuć, z odległości kilometra, zasypaną osobę, pod warunkiem, że będzie idealnie piękna. „Brzydkich trudno się ratuje, psy się płoszą.” powiedzieli nam ratownicy.

-Też mam piesia, nazywa się Puszek! Puszku, kocham cię!
-Uważaj, bo to przeczyta.
-Pies też człowiek.
-Północne Indie? To gdzieś w Ameryce jest? Tam, gdzie Indianie?
-Sprzedam Opla. Doskonały na małe trzęsienia ziemi. Amortyzatory siadły.

Dzieje się w Wygwizdowie: Ogólnopolski klub brzydali z siedzibą w Wygwizdowie Dolnym ogłasza nabór na członków klubu. Wymagania: bądź brzydki.
Spotkanie informacyjne odbędzie się w miejskiej bibliotece, dyrekcja biblioteki prosi o przyniesienie papierowych toreb. Zapewniamy poczęstunek i tańce z muzyką. Osoby o słabych nerwach proszone są o niekorzystanie z czytelni w środę, 24 maja w godzinach 17-19.
Dla pierwszych stu zainteresowanych preferencyjna składka członkowska, gwizdek z logiem klubu i zniżki na alkohol w supermarkecie. Promocja ważna do końca sierpnia.

-Jakby zrobili stuprocentową promocję na alkohol, tobym się zapisał, a tak to szkoda czasu.
-Taka promocja już istnieje. Nazywa się: „zapłać, a dostaniesz”. I nawet działa. Serio.
-Jestem biednym, głodnym studentem. Czy ktoś mógłby mnie zaprosić na ciepłą zupę? Może być z rumu.
-Wy się śmiejcie, ale ja idę.
-Nikt się nie śmieje. Tylko współczujemy.
-Sprzedam Opla. Można nim dojechać do biblioteki. Dalej też, ale będzie ciężko pchać pod górkę.

Uczeni z uniwersytetu toruńskiego odkryli, dlaczego ludziom atrakcyjnym łatwiej jest znaleźć pracę. O słowo wyjaśnienia poprosiliśmy rektora uniwersytetu dr. Józefa L. „Po dziesięciu latach badań doszliśmy do zaskakującego wniosku” powiedział nam uczony. „Tak naprawdę nikt nie chce spędzać ośmiu godzin dziennie, gapiąc się w brzydką mordę współpracownika, zza biurka obok. To kolejny przykład, który pokazuje jak finezyjna może być współczesna nauka i jak mało jeszcze wiemy o psychologii człowieka”. Józef L. został w tym roku nominowany do nagrody Nobla.
„Ta teoria jest rewolucyjna. Pozwoli nam wyrzucać brzydkich ludzi z pracy, bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia.- powiedział członek komisji noblowskiej Jorg S.

-Szókam pracy jako modelka. Stódiowałam psychologię.
-Nie psychologię, tylko raczej [cenzura].
-Ja mam takiego kolegę. Pracujemy razem w punkcie sprzedaży paszy dla trzody chlewnej. Czasem, jak klient przyjdzie i widzi jak ten grubas, mój kolega, żre, to nie wie, czy to sprzedawca, czy kolejny zadowolony odbiorca naszego produktu.
-Brzydcy powinni się sami zgłosić do zoo.
-Sprzedam Opla. Nagrody Nobla jeszcze nie otrzymał, ale jest bardzo blisko pobicia rekordu „najdłuższy okres, w którego trakcie był niezdolny do użytku”. Obecny wynik 356 dni i rośnie.

Wbrew naszym oczekiwaniom zebranie organizacyjne klubu brzydali, o którym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, cieszyło się sporym zainteresowaniem ze strony mieszkanców Wygwizdowa Dolnego. Policja zachowała się wyjątkowo profesjonalnie i zabezpieczyła wejście do biblioteki, proponując kierowcom objazd a pieszym zachowanie szczególnej ostrożności. Dzięki temu nikt nie był narażony na przypadkowe spotkanie z potencjalnymi członkami klubu. Nasz reporter również udał się na miejsce. „To było traumatyczne przeżycie.”- płakał w słuchawkę redaktorowi naczelnemu, na krótko po zakończeniu zebrania. Obszerniejszą relację ze spotkania zdamy jutro. A na koniec: cześć i chwała dzielnym dziennikarzom!

-Normalnie jaja sobie jakieś robią. Cała ulica była w środę zablokowana, bo te maszkarony se zebranie urządziły. Skandal! Co na to burmistrz?
-Wstyd! Wstyd! Z dzieckiem od lekarza szłam i wszystko widziało! Ja was oskarżę! Do Strassburgera podam! Dziecko mi spać nie może! Mąż pracę stracił! Ja dostałam grzybicy! Wszystko przez was!
-Żałosne. Ludzie, patrzcie w lustra i zostańcie w domu!
-Dobrze, że chociaż policjanty były.
-Sprzedam Opla. Opel to również traumatyczne przeżycie.

Rzecznik praw dziecka zwrócił się do rządu z autorskim projektem finansowania, z budżetu państwa,  obowiązkowych operacji odstających uszu i korekty nosa dzieciom szkolnym. „To niedopuszczalne”- obwieścił rzecznik na swojej stronie internetowej. „Takie dzieci hańbią wizerunek polskiej edukacji! Ala ma kota? O, nie! W polskiej podstawówce Ala ma cellulitis! Takie są fakty.” Projekt popiera Rada Rodziców Polskich.
„Operacje są niezbędne.” przyznała przewodnicząca rady Adelajda D.” Liczymy się jednak z tym, że nie każda rodzina może sobie na to pozwolić, dlatego pomysł obowiązkowego korygowania urody, finansowanego z publicznych środków, popieramy całym sercem.”
Sejm przyjął ustawę większością głosów. W poniedziałek ustawa znajdzie się w Senacie.

-No, w końcu do czegoś się te polityki przydały.
-Teraz? Teraz dopiero? A jak ja w podstawówce byłem, to matka musiała kredyt na moje uszy brać! Do tej pory spłacam, a i jeszcze moje wnuki będą!
-Czy takiej operacji nie można zrobić w gabinecie pielęgniarki, na przerwie? Rach, ciach i po uszach. Po co dziecko ma matematykę tracić?
-Czy NFZ refunduje kąpiele w błotnym szlamie?
-Sprzedam Opla. NFZ poleca Opla. Nie zabijesz się w Oplu, bo ten tylko w garażu, zepsuty stoi. No, chyba że przywalisz łbem w maskę. Wtedy NFZ nie poleca.

Horror w bibliotece.
Wywiad z Gracjanem S. naszym redakcyjnym kolegą.
-Gracjanie, z narażeniem życia, pojawiłeś się na środowym spotkaniu klubu brzydali w bibliotece Wygwizdowa Dolnego. Jak wrażenia?
-Och, to było potworne. Myślałem, że umrę.
-Czy ktoś cię rozpoznał?
-Na szczęście nie. Wprawdzie nie wszyscy uczestnicy spotkania przynieśli papierowe torby na głowy, ale kilkoro z nich dostosowało się do tego wymogu. Dlatego mogłem przebywać tam całkowicie inkognito. Torbę dostałem dzięki uprzejmości sklepu spożywczego „u Hanki i Zbycha”, któremu chciałbym serdecznie podziękować za pomoc w przygotowaniach.
-Jak przebieg samego zebrania?
-Brr, jeszcze teraz mam ciarki, gdy o tym pomyślę. Zebranie otworzył przewodniczący kontrowersyjnego klubu Zenon F. o mordzie typowego obwiesia i małych, kaprawych oczkach. Ku mojemu zdziwieniu frekwencja była zaskakująco wysoka. Przynajmniej 100 mieszkańców Wygwizdowa pojawiło się na zabraniu, i niemal tyle samo zadeklarowało chęć wstąpienia do klubu.
-100 osób! Nigdy bym się nie spodziewał, że w Wygwizdowie może być aż tyle brzydali.
-Prawdę mówiąc, mnie też to zdziwiło.
-Wróćmy jednak do postaci przywódcy sekty... o pardon, klubu brzydali, Zenona F. Czy przedstawił program?
-Owszem.  Według jego wyliczeń, planeta Ziemia należy do brzydkich. Sto procent ludzkości ma jakieś ukryte lub widoczne defekty. Grube uda, brzydka cera, rzadkie włosy lub krzywy zgryz.
-Przecież to niedorzeczne! W telewizji widać samych pięknych osobników. Brzydale znajdują się w zdecydowanej mniejszości. Kwestia szpetoty jest marginalnym problemem społecznym.
-To samo sobie pomyślałem. W obawie przed zidentyfikowaniem wolałem jednak nie zabierać głosu. Najsmutniejsze było niestety to, że przybyli na zebranie mieszkańcy Wygwizdowa udzielili mu pełnego poparcia.
-Jakże to przygnębiające. Co było dalej?
-Po odśpiewaniu hymnu klubu zaczynającego się od słów „Brzydalu, czy ci nie żal” szaleniec Zenon F. postulował rozpowszechnianie wizerunku brzydkich ludzi w mediach. „Więcej grubych w Vouge! Więcej łysych na rozdaniu Oscarów! Więcej garbatych na ulicach polskich miast i wsi! Już wkrótce cały świat będzie należał do nas”.- brzmiały jego niepokojące słowa. Publiczność szalała i biła brawo.
-Czyżby mieszkańcy Wygwizdowa byli tak bardzo krótkowzroczni? Czas pokaże, czy obłąkany prezes klubu brzydali miał rację. Dziękuję za relację, Gracjanie. A teraz ostatnie pytanie, dla rozluźnienia skołatanych nerwów. Gdzie zrobiłeś sobie takie usta? Są przepiękne.
-Och, dziękuje ci za słuszny komplement. Kwas hialuronowy wstrzyknęła mi pani Kasia z gabinetu odnowy biologicznej „u Murzynka”. Zdecydowanie polecam. Profesjonalne ceny i miła obsługa.
-Dziękuje za rozmowę.

-Hanka i Zbychu! Wow! Jesteście w internecie!

-Sklep monopolowo-spożywczy „u Zbycha i Hanki” poleca swoje usługi. Oferujemy szeroki wachlarz artykułów pierwszej potrzeby jak: wódki, wina, nalewki, likiery, spirytus i chleb.
-100 osób? He, he, ciekawe czy moja stara też tam była.
-Twoja stara była u mnie. Tak się z ciebie śmieliśmy, że o mało z łóżka nie wypadła.
-Sprzedam Opla. Dorzucę papierową torbę.

Skandalem skończyła się promocja debiutanckiej książki, pisarki Helgi von K. Na spotkaniu autorskim, rozczarowani czytelnicy zamiast długonogiej, pięknej syreny zobaczyli pokracznego kurdupla w grubych okularach.
„To nie moja wina” broniła się pisarka. „Takie mam uwarunkowania genetyczne”
„Zamknij mordę grubasie!” skandowała rozżalona publiczność. Część z nich zadeklarowała zwrot zakupionych książek.
„To niedopuszczalne.”- oświadczył główny admin portalu „lubimy czytać.pl”. –„To kpina z czytelników i czytelnictwa w Polsce. Helga! Spadaj do Niemiec!”

-Helga von K.? A kto to jest? Nigdy nie słyszałem.
-A to nie ta, co dostała wyrok za bezprawne wykorzystywanie wizerunku wombata Andrzeja?
-Wombat Andrzej na prezydenta!
-Czasem czuję w sobie bezsens całego wszechświata. Idę, lecę, płynę. Czy ten świat się jeszcze kręci? Smutek. Żal. Melancholia.
-Chyba melanżcholia, hie, hie. Stary, za dużo pijesz.
-Sprzedam Opla. Mało pije, dużo pali.


Ogłoszenie płatne: „Ogólnopolski klub brzydali ogłasza nabór na nowych członków klubu. Jesteśmy prężnie działającą organizacją, zajmującą się krzewieniem szpetoty i popularyzowaniem brzydkiej gęby w mediach. Liczymy sobie już 2000 oddanych członków, ich liczba z każdym dniem rośnie. Czujesz się niedoceniany? W pracy się z ciebie śmieją? A może własna rodzina każe ci jeść w kuchni i nie zaprasza na imieniny? Zmień swoje życie teraz! Wstąp do klubu! Każdy z nas jest brzydki, jeden gorszy od drugiego- stań się częścią naszej zdeformowanej społeczności. Najbliższy nabór już w tę sobotę, w ośrodku gminnym w Sulejówku. W programie: spotkanie z Nikołajem Wałujewem, odczyt Zenona F. pt. „historia ludzkości jest historią straszydeł”, pokaz tików i odruchów niekontrolowanych, potańcówka przy akompaniamencie zespołu „Brzydallica”, pokaz sztucznych ogni i tort w kształcie wombata. Składka, tylko dziesięć złotych na kwartał.

-Dziesięć złotych za kwartał. Wiecie, ile by za to wódki było? Co najmniej ćwierć litra.
-Ja należę do klubu i mogę poświadczyć, że atmosfera jest bardzo miła. Pan przewodniczący to uroczy człowiek. Mój piesek Reksio, trochę jeszcze na niego szczeka, ale się w końcu przyzwyczai.
-Gdzie z tą reklamą na darmowy serwis? Won, wy sprzedajne małpy!
-Sprzedam Opla. Z dziesięciu złotych jeszcze resztę wydam.

Wczoraj, późnym wieczorem, do całodobowego fryzjera przywieziono pacjentkę w ciężkim stanie. Kobietę przywieźli policjanci, zaalarmowani przez wystraszonych sąsiadów.
„Włosów już chyba ze trzy miesiące nie malowała” powiedziała nam, pragnąca zachować anonimowość, sąsiadka nieszczęśnicy. Pacjentkę przyjęto w trybie natychmiastowym i profesjonalnie ufarbowano włosy na kolor ciepłego blondu.

-Ale jajca! To u nas w klatce było. A ja się zastanawiałam, kogo to, skutego kajdankami wyprowadzali.
-Joaśka? To Joaśka była z Kozanowskiej?
-Bez przesady. Jeszcze trochę, to człowiek nie będzie mógł niewydepilowany na ulice wyjść.
-Coś z tym zrobić trzeba. Żeby wolnego człowieka, w wolnym kraju...
-Sprzedam Opla. W kolorze ciepłego kurzu. Po umyciu może być nawet niebieski.

W tę sobotę, w centrum Wrocławia, przejdzie marsz pod hasłem: „nie dla małpiszonów”. Marsz jest wyrazem sprzeciwu dla nowo otwartej filii klubu brzydali- pierwszej we Wrocławiu, a trzydziestej w kraju. Klub brzydali liczy sobie 60 tysięcy członków i jest najszybciej rozwijającym się stowarzyszeniem w Polsce.
„Jeżeli w takim tempie będzie przybywać członków, tego śmiesznego zgromadzenia, to już wkrótce perła Dolnego Śląska będzie jego hańbą!”- powiedział nam w rozmowie prywatnej organizator manifestacji Leon K. zawodowy model i ekspert PR –„Proszę przyglądnąć się naszemu pięknemu miastu. Gdzie tylko nie spojrzeć łupież i cellulitis! Takie przypadki powinny być karane albo przynajmniej poddawane przymusowej hospitalizacji. To niedopuszczalne! Na to się mogą patrzeć małe dzieci!”
Organizatorzy marszu liczą na stutysięczną frekwencję. Wszyscy, chętni do udziału w manifestacji proszeni są o przyniesienie transparentów i pistoletów hukowych.

-Nie dla brzydali! Tak dla estetyki!
-Nie dla pięknisiów! Tak dla wolności gęby!
-Nie dla małpiszonów. Wasze miejsce w zoo.
-Nie dla ładnych! Wy despotyczne, zaplute karły reakcjonizmu!
-Nie dla Opla! I dlatego go sprzedaję.


Kontrowersyjna pisarka Helga von K. publicznie wyraziła chęć zapisania się do klubu brzydali.
„Proszę na mnie spojrzeć” wyjaśniła, na spontanicznie zorganizowanej konferencji prasowej. „Za taką mordę, to można bez wyroku dziesięć lat dostać.” Dziennikarze przyznali jej jednogłośnie rację.
Już następnego dnia do Helgi zgłosił się Zenon F. i zaproponował jej objęcie stanowiska rzecznika prasowego klubu.
„Jestem taka szczęśliwa!” szlochała Helga.
„Gratulacje” Zenon F. był wyraźnie wzruszony. „Kogoś tak brzydkiego, jak ty, jeszcze nie mieliśmy w naszych szeregach.”

-Co te babsko ciągle się tak do telewizji pcha?
-Oho, ale ma ciśnienie na ekran!
-A ja uważam, że jest w porządku. Fakt, mogłaby swoją gębą karaluchy w piwnicy straszyć, ale jest spoko.
-Helga na prezydenta!
-Ty perwersie! Co ci biedny prezydent zrobił, że mu tak źle życzysz?
-Sprzedam Opla. Helga, może chociaż ty kupisz?

Znana i ceniona propagatorka zdrowego żywienia Ewa Ch. obniża ceny abonamentu w swojej sieci luksusowych siłowni i gabinetów odnowy biologicznej. Ewa przyznała, że nie może już dłużej milczeć. „Sytuacja na ulicach robi się dramatyczna” przyznaje. „Gdzie się podziali ci wszyscy piękni ludzie? Nawet basen przestał być świętością. Zamiast sixpacków, coraz częściej można tam zobaczyć wylewające się z kąpielówek sadło.” Pani Ch. przyznaje, że niewiele może zrobić dla ludzkości, ale zrobi wszystko, co w jej mocy. Dlatego obniżyła cenę karnetu z 49,99 zł na 48,99 zł tygodniowo. Redakcja popiera ten pomysł całym sercem. Wśród czytelników, którzy wyślą smsa z hasłem „beauty, not the beast” na numer 12345, rozlosujemy pięć darmowych wejściówek na imprezę fitnesową pod nazwą: „cała noc przysiadów”.

-Czy ktoś ma suchy chleb dla konia?
-To z koniem wcale nie jest śmieszne.
-Właśnie, że jest.
-Właśnie, że nie.
-Jest!
-Nie jest!
-Bjuti not de bist. Wygrałam?
-Sprzedam Opla. Można nim pojechać na basen. Jak odpali.

W Wygwizdowie Dolnym zorganizowano największą w Polsce manifestację straszydeł. Była to zorganizowana odpowiedź na wrocławską demonstrację. Ponad 200 tys. członków klubu brzydali zebrało się tutaj by protestować przeciwko marginalizacji szpetoty.
„Jesteśmy brzydcy i jesteśmy z tego dumni!”- krzyczał przez megafon przewodniczący klubu Zenon F. „Tak dla szarej cery! Tak dla krzywego zgryzu! Trzy razy tak dla koślawego palucha!”
Zgromadzony tłum szalał.
„To jakiś obłęd” przyznał nam po zakończeniu manifestacji starszy posterunkowy Wojciech L. „Kobiety obnażały się i pokazywały ciążowe rozstępy, mężczyźni zrzucali koszulki i prezentowali obwisłe flaki bicepsów. To było gorsze niż stan wojenny!” Wojciech L. dodał, że policja nie była w stanie zapanować nad rozhisteryzowanym tłumem i musiała interweniować armatka wodna.
Ujęto ponad setkę, najbardziej agresywnych demonstrantów. 30 osób skazano na dożywotni balejaż, prawie 70 na karę grzywny i prace społeczne. Jedną osobę, bezdomnego Zdzisia P. uniewinniono. Przez pomyłkę wzięto go za demonstranta.
-Jestem piękny duchowo.- argumentował Zdzisiu P.

-Hańba! Hańba! I to ma być wolność słowa?
-Wolności słowa nie wolno nadużywać! A na pewno nie wtedy, kiedy mógłbyś bez charakteryzacji za Freddyego Kruegera, w filmie robić!
-Wszyscy jesteśmy brzydcy i jesteśmy z tego dumni!
-Mów za siebie.
-Sprzedam Opla. Jest brzydki i jestem z niego dumny!

cdn...

wasza
Helga von Klusken

p.s. pytanie do wszystkich informatyków dobrej woli. Dlaczego dysk google nie czyta wgranego formatu PDF i z uporem maniaka wmawia mi, że wgrałam plik tekstowy? Dopiero po wgraniu pliku z tabletu, chmura googla orientuje się, że faktycznie to jednak jest PDF. Jak żyć z takim problemem, jak żyć?

wtorek, 2 lutego 2016

"Jak widzę naszą przyszłość" część druga, ostatnia

Pamiętacie jak chwaliłam się, że nie lubię muzyki? Otóż muszę wziąć poprawkę: lubię muzykę, ale nie tę głupią. Korzystając z uroków mojej okresowej bezsenności zabłądziłam na youtubie. Nie mam pojęcia w jaki sposób przeszłam od wideo z zabawnymi kotami do Jean Michel Jarre ale tak właśnie było. Na nowo odkryłam zapomniany przeze mnie Oxygen i Rande-vous. Boże, jakie to dobre! Dzielę się zatem linkiem do Rande-vous 4. W necie można znaleźć lepsze video ale to jest moim ulubionym. Jean gra na latarce udającej keyboard i robi głupie miny, jakby właśnie dowiedział się o promocji w markecie na świńskie nóżki w galarecie. Enjoy it!


A tutaj wersja PDF, do poczytania i do ściągnięcia: Jak widzę nasza przyszłość.

Jak widzę naszą przyszłość
część druga, ostatnia



W końcu wpadł mi do głowy iście diaboliczny pomysł. Pomysł z gatunku „ostatnia deska ratunku”. Hańbiący dla mężczyzny, ale jednocześnie jedyny, który naprawdę skutkuje.
-Katieńko, czy ja mógłbym pójść z tobą w sobotę na halę targową, żeby ci kupić coś ładnego?
Katia w jednej chwili, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozpromieniła się, a jej twarzyczkę oblał najpiękniejszy z uśmiechów. Zatrzepotała rzęsami, oczy jej powilgotniały. Matko Boska, chyba nie będzie znowu płakać?
-Grisza, naprawdę?- krzyknęła, uszczęśliwiona. – Och, kochany jesteś. Zawsze powtarzałam, że nikogo takiego dobrego jak ty to już nie znajdę. Nawet mamusia mi mówiła, żebym się ciebie trzymała, bo dobrze ci się z oczy patrzy. To rewelacyjnie się składa, że o tym wspominasz, bo Sława, wiesz ta, która to śledziami handluje, powiedziała, że ma jeszcze kupon bawełnianego materiału na sukienkę. Błyszczący, mięciutki, lejący się. Cudo. Z amerykańskiej przędzalni, wprost z knieji dalekiego Teksasu. Podobno jakiś generał przeszmuglował go z narażeniem życia w swojej kajucie na okręcie podwodnym. Trzy rewizje mu robili i nie znaleźli.
-Drogi?- starałem się powstrzymać drżenie rąk. Katieńka nonszalancko machnęła dłonią.
-A skądże. 25 rubli tylko.
No, pięknie. Ja zarabiam 20 miesięcznie.
-Sława i tak się zaklinała, że dla mnie oddaje go ze stratą. Bo komuś innemu to mogłaby i za 50 rubli sprzedać. Ale że my się znamy, bo w końcu stała klientka ze mnie to dlatego odda tak taniutko.
-Uhm. Taniutko.- mruknąłem, kompletnie roztrzęsiony.
-Już się nie mogę doczekać, jak oddam go do skrojenia.- Katia zatopiła się w marzeniach na jawie.- Pomyśl sobie tylko: wiosna, kwiaty, ciepły deszczyk, ty w swoim garniturze i ja w nowej sukience w kolorze letniej melancholii. Masza chyba oczy z zazdrości wypatrzy.
Ekstra, już się nie mogę doczekać przechadzki podczas deszczu w moim nowy garnitu... Chwila, moment. W jakim kolorze?
-W kolorze letniej melancholii.- powtórzyła Katjieńka.- To najnowsza moda. Amerykańska.
-Nie ma takiego koloru.- sprostowałem.- Jest żółty, czerwony i niebieski. Wszystkie inne to kolory pochodne. Biały jest wypadową przynajmniej dwóch fal elektromagnetycznych z zakresu fal widzialnych a czarny to zupełny brak jakiejkolwiek barwy.
-Jest taki kolor.
-Nie ma takiego koloru.
-Letnia melancholia.- powtórzyła dobitnie Katia.- wysil trochę wyobraźnię. Co widzisz, jak myślisz o letniej melancholii?
Wysiliłem wyobraźnię. Co widzę, co widzę. Nic nie widzę.
-Lato.- odburknąłem po chwili. To było pierwsze, co mi przyszło na myśl, ale znając Katię pewnie było fałszywe. Bez wątpienia miała na myśli coś tak abstrakcyjnego jak ogólne szczęście społeczne albo lśnienie makreli w blasku księżyca. O dziwo nie.
-Brawo.- pochwaliła.- I co jeszcze.
„Jak lato to i pewnie wakacje.” Pomyślałem.” A gdzie się spędza wakacje? Na Krymie, oczywiście.”
-Morze.- rzuciłem onieśmielony.
-A widzisz.- ucieszyła się.- jak chcesz, to jednak potrafisz. No to teraz: jaki to kolor letniej melancholii? Początek masz niezły.
I tu muszę przyznać: złapała mnie w pułapkę. Lato mogę sobie wyobrazić, morze także,  bez najmniejszego problemu. Ale żeby to tak z melancholią jeszcze połączyć. Melancholia, bo... bo co? Bo lato jest. Gorąco. Pić mi się chce. No to idę do pijalni, człap, człap, człap w gorących klapkach, trzysta metrów promenadą w dół, w samych gaciach. Idę i co widzę? Widzę ludzi pracy na urlopach. Każdy w takich samych, zeżartych przez sól, wypłowiałych od słońca slipkach udających kąpielówki. Z zarośniętym brzuchem i mordą nie goloną od tygodnia „bo to urlop, kerownik nie widzi.” I co jeszcze? Stragany z chińskim szajsem, kupionym za kopiejkę, sprzedawanym z dwustutysięczną marżą. Koraliki z muszelek, zegarki z napisem „pozdrowienia z gór”,  pocztówki z piaskiem zatkniętym w kapsułce, gipsowych górali i gębę Putina haftowaną na makatkach. I pijalnię widzę, jedyną w całym miasteczku.  Już z daleka wrzeszczy napis wypisany różowym pisakiem na tekturowym talerzyku, przyklejonym do drzwi. „Piwa brak”. I wtedy to naprawdę dopada mnie melancholia.
-To żółty taki jest!- zawołałem uradowany, po chwili, która wydawała mi się wiecznością moich intelektualnych zmagań z kobiecą logiką.
-Rany, jak ty ciężko coś kapujesz. Oczywiście, że żółty. Ale taki specjalny. Specjalna żółć letniej melancholii.
Kaszanka nawet była niezła w smaku. Katia tak się rozgadała, że łykała wielkie kawałki zatopionej w krwi kaszy i nawet nie zwracała na to uwagi. Ja natomiast obrzydliwy nie jestem, zjem, co dają. Zwłaszcza że to ja za to płacę.
-Grisza?- zapytała po chwili milczenia Katia, troszkę niepewnie.
-No?
-Grisza, bo skoro już zacząłeś mówić o tej sukience...
Ha, ha, dobre sobie. JA zacząłem mówić o sukience?
-Skoro już zacząłeś to może by tak i buciki? Bo wiesz, to takie trochę nieestetyczne. Nowiuśka sukienka, a nie mam co do niej założyć. Może moje stare, przechodzone trepy? Masza by mnie chyba śmiechem zabiła. Widziałam takie piękne, naprawdę cudowne, na niewielkim obcasiku. W obuwniczym, w alei Lenina, na wystawie. Niedrogie i do tego idealne pod względem kolorystycznym. W odcieniu umęczonej śliwki. Tylko 30 rubli, prawie że za darmo.
Aha. Jedyną umęczoną śliwką w tym towarzystwie to jest tylko i wyłącznie Grisza Anatolij Prokompowicz. Uwierzcie mi.
-Przecież możesz pożyczyć pantofelki od starszej siostry. Macie taki sam rozmiar stopy.
-Ale one są zielone. Nawet nie zielone, tylko cynamonowo-mchowe. Ja mogłabym założyć cynamonowo-mchowe pantofelki do letniej melancholii? Czy ty masz w sobie odrobinę zmysłu krytycznego?
-Katieńko ty wiesz, że ja bym ci nieba uchylił i gwiazdkę podarował.- zacząłem dyplomatycznie. Moja dyplomacja chyba była niewiele warta, patrząc na twarz Katii.- Ale za trzy miesiące ślub. Matce muszę przecież jeszcze za pokój zapłacić, na książeczkę mieszkaniową wpłacić ostatnią ratę. Mieszkanie odbieram za sześć tygodni a tam tylko cztery gołe ściany i sufit. Jakieś meble by się przydały, łóżko porządne, bo ile można spać na polówce. Odkurzacz. Telewizor, taki większy. Pralkę. Co ty pralki nie chcesz? Wolisz w miednicy prać jak dotychczas?
-Pralkę chcę.- stwierdziła naburmuszona Katia. –Ale buciki też chcę. Najpierw obiecujesz mi sukienkę, a teraz mi bucików żałujesz?
Podziwu godna logika. Gdzie Rzym, gdzie Kalifornia?
-Dobrze. W porządku. Teraz to ja niczego nie chcę. Wiesz co? To ja może do ślubu założę roboczy fartuch z laboratorium, bo przecież pralkę musimy kupić, co? Oszczędzimy sobie kosztów. I gości też nie spraszaj. Albo nie, lepiej. Bilety na ślub zacznijmy sprzedawać. Będzie i na pralkę i na buciki.
-Głupoty gadasz.- odparłem zrezygnowany. No i dolałem oliwy do ognia.
-Oczywiście.- zaperzyła się.- Pan jest wielkim doktorem nauk fizycznych a ja tylko praktykantką z wydziału mechanicznego. Głupia kobieta ze mnie. Aż dziwne, że ktoś taki jak pan zainteresował się kimś takim jak ja.  W teście IQ słoik ogórków kiszonych byłby dla mnie nieuczciwą konkurencją. Pobiłby mnie w rozgrywce szachowej. Zamatował w trzech ruchach. Ja się na niczym nie znam.
Spróbowałem po dobroci.
-Katieńko, ja to tylko dla naszego dobra robię. Te meble... i do tego dług honorowy muszę spłacić, co Wańce jestem winny.
-Oczywiście na głupoty to pieniądze zawsze znajdziesz.
-Meble to głupoty?
-Mówię o tym śmiesznym długu honorowym.- powiedziała z przekąsem.
Tylko kobieta, i to do tego tak młodziutka jak Katia mogłaby twierdzić, że męski dług honorowy to głupoty. Bo honor to mężczyzna ma tylko jeden. Jak raz w życiu go straci to już po nim, adieu. Może sobie kazać w klinice uciąć rurkę, włożyć rajstopki na nogi i szminką usta co rano szpachlować. Honor jest tym, co odróżnia mężczyznę od ciepłej kluchy. Od grzyba więdnącego w kobiecej niewoli. Od rozmiękłej szmaty, którą wyciera się podłogę w deszczowy, jesienny dzień. A poza tym to założyliśmy się z Wańką o to czyja żaba bardziej się rozedmie pod wyciągiem z wysokim ciśnieniem. Żaba Wańki wytrzymała 1217 hektopaskali, moja zrobiła się półpłynna już przy 1016. Sami widzicie, choćbym nawet nie chciał, to dług ten uregulować muszę w pierwszej kolejności.
Kelner doniósł właśnie kompot i kisiel. Kompot był z rabarbaru a kisiel, sądząc po smaku, chyba z mydła. Nasza miła kolacja powoli dobiegała końca. Katia jakby uspokoiła się. Targające nią estrogeny przyjęły ofiarę błagalną z cukru. Już myślałem, że nic nie zakłóci tego sielankowego nastroju. Kobieta jednak potrafi z niczego zrobić i sałatkę, i awanturę. Teraz też tak było.
-Nie odwracaj się.- syknęła nagle Katia. Posłusznie siedziałem jak w kamień zaklęty, z łyżeczką zastygniętą w połowie drogi do ust.
-To Masza. Masza ze swoim absztyfikantem.- powiedziała nienawistnie.- Niemoralna jakaś, żeby się tak z obcym mężczyzną publicznie pokazywać.
-Ty też jesteś w miejscu publicznym ze swoim absztyfikantem.- stwierdziłem logicznie.
-Ale my to co innego. My jesteśmy zaręczni.- odparowała Katia.
-Masza też. Tak słyszałem. Ślub też ma mieć za trzy miesiące, tydzień po nas.
-To w dalszym ciągu co innego. My jesteśmy tu legalnie, a ona tylko zgorszenie rozsiewa.
No dobra, spasuję. Kłócić się nie będę, zwłaszcza że Masza pewnie rozpowiada to samo o nas. Dwa minusy dają plus, czyli, że sytuacja nie przedstawia się w takich czarnych barwach jak to widzi Katieńka. Katia tymczasem ukryła głowę w ramionach i subtelnie starała się zerkać w kierunku swojego serdecznego wroga. Subtelnie w jej wykonaniu polegało na wygięciu kręgosłupa w kabłąk i zezowanie ponad głowami innych.
-Nie odwracaj się, ona patrzy się tutaj.- ostrzegła mnie ponownie. –Ty widziałeś, jakie ona ma pantofelki na nogach?
-To mam się nie odwracać czy odwracać?
-Czy ty mnie chcesz specjalnie zdenerwować? Też się o to z Wańką założyłeś? Kiedy na serce zejdę, tak? Jak mówię „nie odwracaj się” to mam na myśli, żebyś się odwrócił dyskretnie.
Aha. To przynajmniej teraz wiem, na czym stoję. Wygiąłem więc plecy i skrzyżowałem wzrok.
-No i?- szepnęła Katia.- Widzisz?
-Nic nie widzę.- odszepnąłem.- Obrus zasłania.
-To trzeba się było odwrócić wcześniej jak mówiłam. - powiedziała Katia głośnym, obrażonym tonem, prostując gwałtownie.- Co za wypacykowana flądra. Jakbym mogła, to bym jej te kudły wytargała.
-Katia, skoro już skończyłaś, może poszlibyśmy na spacer, do parku? Przewietrzyłabyś się trochę, co?
Jej wyniosłe milczenie wziąłem za  zgodę. Uregulowałem rachunek i podałem rękę, prowadząc do wyjścia.
Niestety w przejściu trzeba było przystanąć. Jeszcze jeden, zadowolony konsument uciął sobie drzemkę na mięciutkiej podłodze. Obie panie spotkały się spojrzeniami.
-Katieńko, Grisza wy tutaj?- zawołała prawie radośnie Masza. Zerwała się z krzesła i zawisła Katii na szyi.
-Pięknie wyglądasz. Masz nowe kolczyki? I kołnierzyk sobie ururkowałaś.
-Maszeńko, kochana przyjaciółko! No co za spotkanie, dopiero teraz ciebie zauważyłam.- Katia tak odwzajemniła jej uścisk, aż Masza poczerwieniała na twarzy i rozpaczliwie walczyła o haust powietrza.- Buciki masz nowe? Piękne.
-Uff.- Masza wyswobodziła się z uścisku.- Kupiłam w alei Lenina, w tym nowym obuwniczym. Taniutko, bo tylko 30 rubli. To znaczy Pietia kupił.- dodała, wskazując na narzeczonego. Ten wstał, ukłonił się Katii, mnie uścisnął dłoń i usiadł z powrotem.- W kolorze umęczonej śliwki. Jedyne w swoim rodzaju.
Uwierzcie mi, gdyby wzrok mógł zabijać, byłbym już trupem. Zmiażdżonym przez rozpędzoną ciężarówkę, pochłoniętym przez ogień, rozsiekanym przez piaskowe tsunami trupem.
-Faktycznie. Jakbyś w psi bobek weszła, dosyć odważny kolorek. A co to? Już sobie obcasy porysowałaś?
-A co to za plamka u ciebie, tutaj na ramieniu? O, sos po kaszance, masz ci los. Już nie zejdzie. Taka szkoda. A taka ładna sukienka była, amerykańska. Trochę nieforemnie uszyta, ale całkiem ładna.
Im dłużej prawiły sobie te słodkości, tym większe narastało prawdopodobieństwo, że naprawdę zaczną się targać po kudłach. Na szczęście zaraz przyniesiono im sałatkę niespodziankę. To znaczy dla nas na szczęście, bo absztyfikant Maszy nie miał specjalnie uradowanej miny, kiedy zobaczył swoją przedjadkę.
-My już nie przeszkadzamy, smacznego i miłego wieczoru życzymy.- wtrąciłem się.- Katia idziemy, Masza do zobaczenia w instytucie.
Pietia krótko, po żołniersku skinął głową, odwzajemniłem ukłon. Naprawdę w porządku facet. Minę miał tak samo umęczoną, jak ja. Podałem Katii kufajkę i wyszliśmy z lokalu. Na ulicach zrobiło się już pusto. Przed restauracją tłum oczekujących również jakoś zelżał. Niewielu tylko, wyjątkowo odważnych albo wyjątkowo zdesperowanych czekało na zwolnienie się stolika i przywilej konsumpcji sałatki niespodzianki. A im dłużej czekali, tym bardziej nieświeża była.
Katia była w wyjątkowo fatalnym humorze. Masz ci los. To ja się tak staram, na kolacje zapraszam, do parku prowadzę i nic. Choćby się mężczyzna tysiąc lat starał, to nie dogodzi jednej kobiecie.
-Czy ty mnie z nią zdradzasz?- wybuchnęła Katia, do długiej, bardzo długiej chwili milczenia. Właśnie wchodziliśmy do parku. Noc była ciepła, księżyc lśnił na nieboskłonie, migały gwiazdy.
-Z kim?- zapytałem. Serio nie wiedziałem.
-Z kim? Z kim?- przedrzeźniła mnie.- Z Maszą, oczywiście.
-Skąd ci coś takiego tylko do głowy przyszło!- wykrzyknąłem szczerze zdumiony.
-A co jej powiedziałeś?
-Nic.
-Kłamstwo! Powiedziałeś jej „do zobaczenia w instytucie”.- Katia rozpłakała się ponownie, po raz ośiemdziesiątypiąty w dzisiaj. Nie wiem, już przestałem liczyć.
-To miałem się w ogóle nie odzywać?
-Mogłeś się odzywać, ale nie w taki sposób.- odparła przez łzy.- Wiesz, jak to zabrzmiało? Jakbyście się celowo umówili.
-Powiedziałem „do zobaczenia w instytucie”, bo przecież tam pracujemy. A na dodatek kochanie, to Masza jest w twoim zespole badawczym, a nie w moim.- wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Nerwy starałem się trzymać  na wodzy, ale uwierzcie, nie było mi lekko. Każdy sędzia by mnie uniewinnił.
-Do twojej wiadomości, jutro jest czwartek i cała nasza trójka, ja, ty i Masza pójdziemy do pracy. Do instytutu. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że spotkamy się w stołówce, podczas przerwy obiadowej, jak każdego dnia, od poniedziałku do piątku i co drugą sobotę w miesiącu.
-Ty mnie już nie kochasz!- wrzasnęła tak głośno, że aż spłoszyła trelające w głogu słowiki. Ptaki odfrunęły z furkotem. A mówią ludzie, że są od nas głupsze. Też pomysł. Ewakuowały się w odpowiednim momencie, podczas gdy ja stałem i świadomie wystawiałem się na niebezpieczeństwo.
Naprawdę nie chciałem jej udusić. Starałem się ze wszystkich sił. W celu zapobiegnięciu zbrodni w afekcie, po prostu włożyłem ręce w kieszenie, kopnąłem jakiś kamyczek leżący na ścieżce i odwróciłem się. W zasięgu wzroku znalazłem ławeczkę, starą i rozpadającą się, ale wciąż na tyle stabilną, by utrzymać 90 kilo mojej żywej wagi. Plus zjedzoną kaszankę i kisiel.  
Odszedłem, energicznie kołysząc biodrami, zupełnie tak jakbym miał tam sześciostrzałowego, gotowego do użytku Colta Delta Elite, a lekki, ciepły wiatr chłodził moje rozpalone czoło. Katia została sama, wciąż głośno zawodząc i szlochając.
Usiadłem na ławce, zapaliłem papierosa. Serce znowu powoli zaczęło bić swoim normalnym rytmem. Ryki Katii umilkły niespodziewanie, natomiast ona sama przybiegła zdyszana i usiadła obok mnie.
-Dlaczego się gniewasz, Grisza, najmilszy?- zapytała słodko i niewinnie. W blasku księżyca jej niebieskie oczy lśniły.
-W ogóle się nie gniewam.- odparłem zrezygnowany.To była najprawdziwsza prawda. Byłem już zupełnie wyprany z jakichkolwiek emocji.
-I kochasz swoją Katię?- przymilała się, wtulając w moje ramiona.
-Oczywiście, że kocham.
-Swoją Katieńkę- matjeńkę? Swojego misia- pysia? Swojego żubrzyczka?
-Kocham moją Katieńkę- matjeńkę. Mojego misia-pysia. Mojego żubrzyczka.- odpowiedziałem, no bo co innego można odpowiedzieć w takiej chwili. Nie da rady, serce nie sługa, trzeba zrobić z siebie idiotę w wyższym celu. Katia westchnęła.
-Jaka piękna noc.- stwierdziła.- Popatrz na te wszystkie gwiazdy. Im bardziej im się przyglądam, tym bardziej wierzę, że każdy z nas jest zbudowany z gwiezdnego pyłu. Mamy w sobie cząsteczkę nieskończoności, tajemnice mistyczności, nie sądzisz?
-Ja mam w sobie cząsteczki kaszanki i tajemnice sałatki z niespodzianką.- odparłem zgodnie z prawdą.
-Mógłbyś być bardziej romantyczny. Każda kobieta życzy sobie, żeby jej mężczyzna był romantyczny.
-No to, co mam powiedzieć?
-Coś romantycznego.
Myślałem chwilę.
-Piękna noc.- wypaliłem. Katia odsunęła się ode mnie lekko.
-Mógłbyś się bardziej postarać.
-Piękna noc. Dobrze, że nie pada.- podjąłem na nowo próbę. Ale Katienka znowu tylko pokręciła głową.
-To też nie to. Słuchaj, pomogę ci. Hm... Grisza, najdroższy. Powiedz mi, jak ty wyobrażasz sobie naszą przyszłość?
Ha! Łatwe pytanie. Jednak okazuje się, że ta romantyczność wcale nie jest taka trudna. Przecież ja całe moje życie myślę właśnie o tej romantyczności. Książki o niej czytam, na sympozja jeździłem. Ba! Nawet odczyt w instytucie miałem, w tamtym roku. Do tego to ja jestem przygotowany. Odchrząknąłem i zacząłem mówić.
-Doskonałe pytanie. Już od najdalszych czasów człowiek stara się sięgnąć okiem w przód i zobaczyć przyszłość. Wyrocznia delficka, znana była w całym antycznym świecie. Mówiono, że jej wizje pochodzą od samego boga Apollina, choć wtajemniczeni wspominali coś o winie i innych używkach.
-Grisza...
-Czekaj, czekaj. Ja to wszystko mam w głowie. Żydzi już od najdalszych wieków posiłkują się kabałą, która nie tylko mówi im jak żyć, jakich zasad przestrzegać i jak się modlić, ale także odkrywa im tajemnice przyszłości. Znany w wiekach średnich Nostradamus był swojego rodzaju gwiazdą wielkiego formatu, zapraszany przez królów, uwielbiany przez tłumy. Jego księga objawienia, zapisana w formie wierszowanych zagadek, do dzisiaj rozpalają wyobraźnię. Wprawdzie czterowiersze Nostradamusa zapisane są w wyjątkowo enigmatycznej formie, lecz rzesze jego fanów i naśladowców utrzymują, że przepowiednie są wyjątkowo dokładne i prawdziwe. Również współcześnie kwitnie zainteresowanie tym tematem. Wróżka lub wróż to oficjalnie uznane zawody, podlegające prawie pracy i opodatkowaniu.
-Ale...
-Czekaj, czekaj. To tylko wstęp, zaraz przejdę do faktów. I opodatkowaniu. Terminy u znanych tarocistów zarezerwowane są niekiedy już na sześć miesięcy naprzód. Wielu znanych polityków, aktorów, gwiazd sportu i estrady przyznaje się do regularnego odwiedzania jasnowidzów i analityków przyszłości. Tymczasem na pytanie „jak widzę nasza przyszłość” prosto i konkretnie może odpowiedzieć jedynie nauka- futurologia. Obecnie jest to dyscyplina nauk ścisłych, oparta na matematycznych wyliczeniach i  rachunkowi prawdopodobieństwa. To nie te czasy, kiedy ciemni chłopi marzyli o androidalnych robotach koszących za nich siano, a niedouczeni wynalazcy konstruowali skrzydła z wosku i piór. Obecnie futurologia zajmuje się analizowaniem każdego aspektu naszego przyszłego życia. Co będziemy jedli? Jak będziemy wyglądali? Jak kształtuje się sytuacja gospodarczo polityczna w latach następnych? W odpowiedzi na te pytania zacznę od pierwszego z nich.
-Grisza...- szepnęła cichutko Katia.
- Cii... Nie przeszkadzaj, bo stracę wątek. Żywność jest jedną z największych trosk współczesnego społeczeństwa. Podczas gdy wysoko rozwinięte kultury każdego dnia wyrzucają jedzenie w cenie 1 miliarda dolarów, tak w wielu biedniejszych regionach nie ma do niego dostępu. Przeciętna rodzina z Kamerunu ma na swoje utrzymanie około 1 dolara tygodniowo, podczas przeciętny Amerykanin wydaje na jedzenie 50 dolarów dziennie. Mimo to zgodnie z prognozami, nauka pozostaje optymistyczna. Powszechny wzrost oprysków, genetycznie modyfikowanych zbóż i warzyw, przymusowe faszerowanie trzody chlewnej antybiotykami prowadzi niechybnie do ogólnego wzrostu żywności. Żywności małowartościowej i naszpikowanej radioaktywnymi środkami, ale za to taniej i masowo dostępnej. Gdzie te czasy, kiedy aby poczytać książkę przed snem, należało włączyć lampkę. W przyszłości każdy sam z siebie będzie świecił w nocy przy wieczornej lekturze. Pod warunkiem, że wcześniej nie umrze na raka.
Drugie, ważne pytanie futurologi brzmi: jak będziemy wyglądali?
Katia milczała. Zgarbiona siedział na ławce i tępo wpatrywała się przed siebie. Ja zaś kontynuowałem ze znawstwem.
-Obecnie przyjmujemy, że człowiek wygląda najatrakcyjniej od czasów jaskiniowych. Przeciętny mężczyzna ma około 180 centymetrów wzrostu, prawidłową muskulaturę i poprawną sylwetkę. Chodzi pewnie, krokiem energicznym i władczym. Głos ma niski, czasem chropowaty. Z wyjątkiem dłoni i stóp, owłosiony jest wszędzie. Futro to spełnia nie tylko rolę wabika erotycznego, poza tym dostarcza ciepła w zimie, latem zaś chroni przed porażeniem słonecznym.
Mówiąc o atrakcyjności rodzaju ludzkiego, nie wolno nam zapominać o kobietach. Przeciętna kobieta ma 170 centymetrów wzrostu i dowolną ilość kilogramów. Wszelkie, zaplanowane przez naturę zakręty, wybrzuszenia i szczyty paraboli są symetrycznie rozmieszczone na ciele, w sposób wyjątkowo miły dla męskiego oka. Nogi ma kształtne, krok rozkołysany. W przeciwieństwie do mężczyzn owłosienie jej jest nieco skromniejsze, ale za to bardziej błyszczące i wypielęgnowane. Na twarzy zdarza się rzadko, choć i takie osobniki można spotkać. W niczym jej to jednak nie przynosi ujmy. Mówi się bowiem powszechnie, że kobieta z wąsikiem jest bardziej namiętna.
Także i tu futurologia ma dla nas same optymistyczne wiadomości. W związku z powszechnym dostępem taniej żywności, sylwetka człowieka i kobiety będzie się zmieniać. Na bardziej okrągłą, bardziej aerodynamiczną, bardziej opływową. Popularność pracy z domu, z wykorzystaniem internetu sprzyjać będzie zostawaniu we własnych czterech ścianach. Również portale społecznościowe zlikwidują problem wyjścia z pokoju i spotkania się z przyjaciółmi na mieście, ewentualnie „u grubego Wołodii”. Wszystko załatwimy w ciepełku własnej twierdzy. Pracę, zakupy, potrzebę socjalizacji, a nawet wizytę u wirtualnego lekarza. Wirtualny lekarz przyszłości będzie miał zdecydowanie  ułatwione stawianie odpowiedniej diagnozy. Studia medyczne ograniczą się bowiem wyłącznie do odróżniania raka od choroby wieńcowej. Innych dolegliwości nikt nie będzie miał, a nawet gdyby wystąpiły to i tak prędzej rozprawią się z chorym te dwie pierwsze. Dzięki ogólnemu znieruchomieniu społeczeństwa i uwięzieniu go w domach spadnie problem zatłoczonej, latem niezbyt ciekawie pachnącej komunikacji miejskiej. To wszystko prowadzi do mniejszego wydzielania trującego dwutlenku węgla do atmosfery, a w efekcie- do redukcji efektu cieplarnianego. Jednym zdaniem: gruby człowiek przyszłości to człowiek zorientowany na naturę i ekologię. Siedzi w domu i jedynym gazem, który go będzie martwić to samodzielnie wyprodukowany metan po konsumpcji fasolki po bretońsku ze słoika. Nawet problem utylizacji zwłok nie będzie już palącym problemem. Zdalnie kierowana ciężarówka, podjedzie pod dom denata, przysypie go ziemią, obsieje lasem i w ten sposób stworzy kurhan, znany już od starożytności. Zresztą wynosić zwłok nie warto bo i tak nie zmieściły by sie w wąskich drzwiach. Hasło dziś na szczęśliwe jutro brzmi: z powrotem do Stonehenge.
Katia wstrząsnęła się.
-Trzecie i ostatnie zasadnicze pytanie futurologii brzmi: jak będą kształtowały się stosunki polityczno- gospodarcze. Również i tutaj mam dla ciebie same dobre wiadomości. Obecnie nie ma takiego miejsca na Ziemi, które przynajmniej raz nie byłoby dotknięte wojną. Konflikty rodzą się każdego dnia, Europa sama jest jednym wielkim tyglem zapalnym gotowym wybuchnąć w każdej chwili. Kwestia trzeciej wojny światowej nie jest już pytaniem „czy”, ale „kiedy”. Miliony ludzi dziennie zmuszone są opuścić skąpane w krwi ojczyzny i udać się na tułaczkę. Natomiast przyszłość? Przyszłość to sam spokój. Sielanka. Cisza. Harmonia i beztroska. Zwiększony dostęp do broni atomowej politycznie niestabilnych państw jak Pakistan i Indie, sprawia, że konflikt atomowy stoi na naszym progu. Nawet jedna bomba wystrzelona, gdzieś w głębi Azji, spowoduje podniesienie się chmury radioaktywnych opadów, zaciemnienie słońca a w konsekwencji wymieranie gatunków na całym świecie. Nie ma sensu zamykanie oczu i udawanie, że problem nas nie dotyczy. Człowiek jest organizmem wyjątkowo skomplikowanym. Do przeżycia potrzebuje pomocy ze strony innych gatunków: pszczół, które zapylają jego owoce, świń na mięso i owiec na ubrania. Wielkie wymieranie będzie również przyszłością człowieka. Nie dziś, nie jutro i nie nagle. Jednak z każdym dniem coraz bardziej i coraz prędzej. A kiedy się skończy, na Ziemi zapanuje spokój. Nie będzie kłótni, nie będzie konfliktów. W ogóle niczego nie będzie. 20 tysięcy lat historii pełnej krwi, mordu i niesprawiedliwości rozwieją się w nuklearny pył wraz z jedną tylko, malutką bombą atomową, nie większą niż ten oto kamień. – zakończyłem dumny z siebie, że jeszcze pamiętam moją ubiegłoroczną prezentację.
Tymczasem Katia znowu płakała. Tym razem na serio. Głowe ukryła w ramionach, a po twarzy ściekał jej rozmazany makijaż.
-Ach, Grisza.- wyjąkała.- Mnie wcale nie o taką przyszłość chodziło.
I weźże tu, zrozum kobiety...

KONIEC

wasza
Helga von Klusken

p.s. Na zakończenie małym druczkiem obwieszczam zasady korzystania z bloga. Pierwszą zasadą jest posiadanie poczucia humoru i szczypty wrażliwości. Drugą jest niekopiowanie w celach komercyjnych.